Home Archive by category Analizy

Analizy

CIEPŁOWNICTWO WARUNKIEM POLSKIEGO „TAK” DLA NEUTRALNOŚCI KLIMATYCZNEJ

Zwiększenie pomocy finansowej dla rozwoju sieci ciepłowniczych znalazło się w katalogu, z którym polska delegacja pojedzie do Brukseli negocjować przyszłość krajowej gospodarki – dowiedziało się Nowoczesne Cieplownictwo.

Minister Klimatu, Michał Kurtyka, poinformował, że rząd przygotował „warunki brzegowe” na zbliżający się szczyt Rady UE, od których spełnienia uzależnia poparcie dla celu osiągnięcia neutralności klimatycznej przez Unię Europejską do 2050 r. To stan, w którym emisje gospodarek europejskich krajów będą bilansować się z naturalnym bądź technologicznym pochłanianiem gazów cieplarnianych.

Według informacji portalu Nowoczesne Ciepłownictwo, do ostatniej chwili trwała dyskusja nad ostatecznym katalogiem spraw istotnych z perspektywy interesów Polski. Wśród nich znalazło się kilka kategorii postulatów:

• Wodór: szybkie przyjęcie dyrektywy wodorowej, wsparcie finansowe dla wodoryzacji transportu.
• Atom: europejskie fundusze na rozwój technologii nuklearnych oraz ramowe wytyczne dot. pomocy publicznej w zakresie energetyki jądrowej.
• Węgiel: wprowadzenie mechanizmu cła węglowego, utrzymanie darmowych uprawnień dla przemysłu ciężkiego.
• Pomoc finansowa: wsparcie finansowe dla wymiany energochłonnych urządzeń w przemyśle, duże środki z funduszu spójności na wydajność energetyczną gospodarstw domowych, inwestycje sieciowe, sieci ciepłownicze.

Powyższy, niepełny katalog, uległ już kilka razy zmianom ponieważ sytuacja negocjacyjna związana z celem neutralności klimatycznej jest dynamiczna. Według informacji Nowoczesnego Ciepłownictwa kilka dni temu rząd RP dowiedział się, że Czechy i Węgry dogadują się z Komisją Europejską „za plecami” Warszawy i doszły już do wstępnego porozumienia z Brukselą w zakresie zgody na neutralność klimatyczną do 2050 r. Polska pozostała osamotniona, a nasza pozycja negocjacyjna jest słaba. Dlatego Minister Klimatu, Michał Kurtyka będzie chciał przesunąć decyzję ws. neutralności na marzec i połączyć tę kwestię z nową perspektywą budżetową UE, aby bardziej konkretnie porozmawiać o pieniądzach.

Fot. Ministerstwo Klimatu

KURTYKA NA FRONCIE NEUTRALNOŚCI KLIMATYCZNEJ

Minister Kurtyka stoi przed trudnym zadaniem. Z jednej strony Europa naciska by Polska zgodziła się na neutralność klimatyczną do 2050 r. Z drugiej należy nasz kraj odpowiednio zabezpieczyć na czas transformacji.

W dzisiejszym Pulsie Biznesu można przeczytać bardzo ciekawy wywiad redaktor Magdaleny Graniszewskiej z ministrem klimatu Michałem Kurtykę. Najciekawszy fragment dotyczy grudniowego szczytu Rady Europejskiej, który ma zdecydować o wdrażaniu neutralności klimatycznej UE do 2050 r. (to sytuacja, w której emisje gazów cieplarnianych bilansują się z ich naturalnym i technologicznym pochłanianiem).

Kurtyka odpowiedział wymijająco na pytanie czy Polska da na to swoją zgodę, ale raczej nie dlatego, że pozbawieni sojuszników będziemy tę kwestię wetować. Taka możliwość wydaje się nieprawdopodobna ponieważ rząd Zjednoczonej Prawicy konsekwentnie popiera politykę klimatyczną UE (wsparł np. reformę systemu handlu emisjami). De iure Komisja Europejska takiej zgody od władz w Warszawie nawet nie potrzebuje do puszczenia koła zamachowego w ruch, na szczęście w Europie ważne są także niepisane zasady…

O co więc chodzi Kurtyce?

Mam nadzieję, że nie o brak planu jak sprawę rozwiązać. Niestety aby zagwarantować sobie “poduszkę powietrzną” w negocjacjach z eurokratami nie wystarczy głośno krzyczeć, że w zamian za większą pomoc finansową będziemy popierać ich politykę. Trzeba tę frazę sprowadzić do poziomu konkretu, mechanizmów, przepisów, gwarancji. Pewnym pocieszeniem pozostaje fakt, że jeśli tej sprawy nie uniesie Kurtyka, człowiek dobrze wykształcony i lubiany w Brukseli, to alternatywy po prostu dziś nie ma.

Tymczasem czasu jest niewiele, brukselskie młyny mielą ziarna powoli, ale skutecznie. Specjalna grupa ds. przemysłu energochłonnego opublikowała już swój dokument stanowiący fundament neutralizacji klimatycznej całego przemysłu w Europie. Komisja przedstawi zalecenia państwom członkowskim, Radzie ds. Konkurencyjności UE oraz Parlamentowi Europejskiemu na początku przyszłego roku.

To już się dzieje, mimo, że nie ma jeszcze politycznej zgody na wdrażanie neutralności klimatycznej do 2050 r.

Fot. Ministerstwo Środowiska

CIEPŁOWNICTWO NADAL MOŻE LICZYĆ NA TANI KREDYT Z EBI?

Koniec finansowania inwestycji gazowych przez Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) jest bolesny dla branży ciepłowniczej. W wielu obszarach dostęp do taniego kredytu z tego źródła pozostanie jednak otwarty.

Niedawna decyzja EBI o zaprzestaniu kredytowania gazowych źródeł energii ma duże znaczenie dla sektora ciepłowniczego w Polsce. Proces modernizacji branży zakładający stopniowe zastępowanie węgla błękitnym paliwem zostanie bowiem utrudniony z powodu zamknięcia dostępu do najważniejszego źródła taniego kredytu w Unii Europejskiej (dostępne będą środki z prywatnych instytucji finansowych). W pewnych aspektach EBI nadal może być jednak pomocny.

W najbliższym czasie rozstrzygnie się przede wszystkim okres przejściowy, w ciągu którego EBI nadal będzie udzielał preferencyjnego finansowania inwestycjom opartym o gaz ziemny. Branża ciepłownicza powinna walczyć o to by był jak najdłuższy. Pojawiający się w dyskursie publicznym roczny okres przygotowawczy do wdrożenia nowej strategii kredytowej wydaje się zdecydowanie zbyt krótki. Oznaczałby on, że ostatnie wnioski do EBI dotyczące gazowych źródeł mogłyby być składane do 31.12.2020 r.

Istotne jest także to, że EBI nadal będzie kredytować dekarbonizację, przy czym w związku z ostatnią decyzją banku ta definicja w sposób naturalny obejmie także źródła gazowe. Co to właściwie oznacza? Drastycznie zwiększy się europejskie wsparcie tanim kapitałem dla firm rezygnujących ze spalania paliw kopalnych w procesie kogeneracji. Promowane będą inwestycje związane z pozyskiwaniem ciepła z biogazu, słońca czy geotermii.

Większego znaczenia nabiorą także projekty zwiększające efektywność energetyczną instalacji. Niewykluczone, że tani kredyt na tego typu inwestycje będzie dostępny w EBI nawet w przypadku instalacji węglowych i gazowych. To duża szansa dla branży ciepłowniczej umożliwiająca dostosowywanie się do wyzwań przyszłości jaki niesie ze sobą polityka nowej Komisji Europejskiej pod szyldem tzw. Green Dealu.

Fot. Pixabay

UMARŁ LIMIT 550 G/KWH. NIECH ŻYJE LIMIT 250 G/KWH

Europejski Bank Inwestycyjny (EBI), który jest głównym źródłem taniego kredytu dla inwestycji energetycznych w Unii Europejskiej, 14 listopada podjął decyzję o rezygnacji z wspierania gazu ziemnego.

Skomplikowaną grę dotyczącą przyszłości finansowania gazowych źródeł energii w Europie opisywałem już na łamach Nowoczesnego Ciepłownictwa w tym miejscu. Dziś należy przede wszystkim westchnąć i potwierdzić, że EBI zdecydował się na rewolucję i zmienił dotychczasową strategię udzielania kredytów. Instytucja ustanowiła nowy standard wydajność emisji dla kredytowania inwestycji tj. 250 gramów CO2 na kilowatogodzinę. Co to właściwie oznacza?

Ustawiając poprzeczkę tak wysoko EBI de facto pozbawił przyszłe gazowe źródła energii możliwości finansowania z własnych środków. „Na stole” pozostają jedynie odnawialne źródła energii. Oczywiście konieczne jest jeszcze ustalenie tego, od którego roku nowe zasady zaczną obowiązywać – naturalne wydaje się wypracowanie okresu przejściowego dla wielu państw takich jak Polska. Niestety pojawiają się spekulacje, że datą graniczną będzie 1 stycznia 2021 r. co nie jest dobrą informacją.

Można oczywiście stwierdzić, że w zasadzie nic się nie stało bo gazowe źródła energii można finansować za pomocą komercyjnych banków. Tyle tylko, że będzie to znacznie droższe i jeszcze bardziej zwiększy atrakcyjność OZE kosztem błękitnego paliwa (mimo roli tego surowca w stabilizowaniu systemu energetycznego).

Warto również pamiętać, że to właśnie EBI był prekursorem wdrażania w Europie limitu 550 gramów za kilowatogodzinę. Bardzo szybko idea ta zaskarbiła sobie sympatię Komisji Europejskiej, znalazła się w tzw. Pakiecie Zimowym, a w efekcie ograniczyła finansowanie węglowych źródeł energii na całym Starym Kontynencie. Z nowym limitem będzie podobnie. Świadczy o tym m.in. stanowisko Brukseli dotyczące decyzji EBI o czym pisaliśmy tutaj.

Fot. Pixabay

EUROPEJSKI BANK ODETNIE GAZ OD TANIEGO KREDYTU JUŻ W CZWARTEK?

W Europejskim Banku Inwestycyjnym (EBI) toczy się obecnie dyskusja o zmianie jego strategii. Już w czwartek może zapaść decyzja, że kredytowanie źródeł energii opartych na gazie ziemnym stanie się utrudnione.

Branża ciepłownicza w Polsce stoi dziś przed wielkim wyzwaniem modernizacyjnym. To proces, który musi zostać przeprowadzony w związku z silnym uzależnieniem całego sektora od węgla i pogłębiającą się polityką klimatyczną Unii Europejskiej (rosnące w szybkim tempie ceny uprawnień CO2). Z drugiej strony napotyka on na olbrzymi problem w związku z taryfami URE, które nie pozwalają firmom ciepłowniczym generować odpowiedniego poziomu zysków, z których można byłoby sfinansować konieczną transformację.

Nie wiadomo jak dokładnie będzie przeprowadzona zmiana technologiczna w całej branży, ale powinna się ona opierać się na gazie ziemnym. „Błękitne paliwo” będzie zastępować węgiel jako podstawowe paliwo w ciepłownictwie, a w dalekiej przyszłości zapewni to możliwość zmodyfikowania turbin w kierunku wodoru.

Dyskusja tocząca się obecnie w EBI dokłada to przytoczonej powyżej wizji poważny znak zapytania. Jest to instytucja z siedzibą w Luksemburgu, która posiada kapitał własny niezależny od budżetu unijnego i stanowi główne źródło taniego kredytu dla energetyki. W udzielaniu pożyczek kieruje się własną strategią, której naczelną zasadą jest wspieranie celów wyznaczanych przez Komisje Europejską. Te natomiast zmieniają się z kadencji na kadencję. Ursula von der Leyen, nowa przewodnicząca „europejskiego rządu” wyraźnie zaostrza cele klimatyczne stojące przed Europą roztaczając wizję szybkiej wędrówki gospodarek krajów członkowskich ku neutralności klimatycznej w 2050 r.

Dyskusja tocząca się w ramach Rady Dyrektorów EBI (składa się z jednego przedstawiciela z każdego państwa członkowskiego oraz przedstawiciela Komisji Europejskiej) jest pochodną tego stanowiska i dotyczy m.in. przyszłej dostępności taniego kredytu dla inwestycji opierających się na gazie ziemnym. 15 października nie udało się co prawda dojść do konsensusu w tej sprawie, ale już w czwartek może zapaść wiążąca decyzja.

Przeciwko ostrzejszemu stanowisku EBI w stosunku do „błękitnego paliwa” są kraje Europy Środkowej, a do niedawna także Niemcy. Pozostałe kraje unijne są nieprzejednane i próbują przeforsować zmiany proponując w zamian zwiększenie preferencyjnego kredytowania inwestycji w OZE w państwach silnie uzależnionych od kopalin.

Jak zakończy się cała sprawa? Zdaniem dobrze poinformowanego Politico Niemcy mają się w czwartek wstrzymać od głosu, co pozwoli przyjąć nową politykę kredytową EBI.

Fot. Pixabay

SEZON GRZEWCZY: CENY WĘGLA W UE NIE ROSNĄ

Mimo rozpoczynającego się sezonu grzewczego ceny węgla w Europie nie rosną i znajdują się na poziomie poniżej 60 $ za tonę. W nadchodzącym czasie należy spodziewać się korekty w okolice nieco ponad 50 $.

Pod koniec września br. tona węgla w kluczowych portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) wynosiła 63 $ za tonę. Kolejne tygodnie przyniosły niewielkie wahania cenowe, które jednak skorygowały koszt tony węgla znacząco w dół. 29 października było to 58 $. Tymczasem w Europie rozpoczął się sezon grzewczy gdy popyt na „czarne złoto” powinien mocno rosnąć windując cenę. Dlaczego tak się nie dzieje? Powodów jest kilka:

Jednym z najistotniejszych jest ogólnoeuropejski trend związany z zaostrzającą się polityką klimatyczną. Wysoki poziom cen uprawnień do emisji CO2 spowodował, że produkcja energii elektrycznej w oparciu o węgiel spadła w Unii Europejskiej o 16 proc. w 2 kwartale 2019 r. w porównaniu z analogicznym okresem sprzed roku (dane pochodzą z DG Energy). Pod tym względem rekordowy był czerwiec kiedy zanotowano najniższe zużycie węgla od momentu rozpoczęcia pomiarów. Zjawisko to oczywiście nie zniknęło w 3 kwartale roku i ma poważny wpływ na rynek „czarnego złota”.

Spadły także ceny frachtu (do poziomu 12.90 $/t) na kluczowych szlakach atlantyckich. Mimo, że te same stawki na szlakach pomiędzy Europą i Azją wzrosły, przełożyło się to na sporą nadpodaż surowca w ARA i wpłynęło na zahamowanie tradycyjnego wzrostu cen jaki powinien mieć miejsce w okolicach rozpoczęcia sezonu grzewczego.

Podobnie sytuacja kształtuje się w przypadku węgla rosyjskiego. Rosjanie posiadają spore zwały w Zagłębiu Kuzbaskim i mają poważny problem z ich sprzedażą w związku ze słabnącym popytem. Z tego względu Rosyjskie Koleje Żelazne obniżyły taryfy przewozowe, a firmy handlujące rosyjskim węglem takie jak KTK oferują rabaty wynoszące nawet kilkadziesiąt procent. Poszukiwane są także nowe rynki zbytu dla „czarnego złota” z Syberii. Rosjanie prowadzą aktywne rozmowy z Indiami na temat budowy linii kolejowej, którą będzie dostarczany rosyjski węgiel.

Przy okazji warto nadmienić, że całościowo import węgla w Unii Europejskiej spadł rok do roku o 22% i był najniższy od momentu prowadzenia pomiarów przez DG Energy. To pokazuje, że trwałe odbicie cen węgla w ARA jest dziś niemożliwe, a korekt należy się spodziewać raczej w obszarze oscylującym nieco ponad 50 $ za tonę.

Świadczą o tym m.in. dane z Chin. Ich tempo wzrostu gospodarczego spadło w trzecim kwartale br. do 6% co jest najniższą wartością od 27 lat. Ma na to wpływ m.in. konflikt handlowy ze Stanami Zjednoczonymi, słabnący popyt wewnętrzny etc.

Fot. Pixabay

BREXIT WSTRZĄŚNIE CENAMI UPRAWNIEŃ DO EMISJI CO2?

Od końca lipca na rynku uprawnień do emisji CO2 widoczne są potężne spadki. Trzy miesiące temu cena EUA na rynku kształtowała się na poziomie ok. 29 EUR/t – dziś cena ta oscyluje na granicy ok. 26 EUR/t. Obecne notowania są jednak efektem korekty po zaobserwowanych rekordowych spadkach do poziomu ok 22,5 EUR/t.

Nie bez wpływu na system EU ETS pozostaje coraz szybciej zbliżające się wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. W ciągu ostatnich 9 miesięcy obserwowane zwyżki notowań uprawnień spowodowane były m.in. obawami uczestników rynku przed tzw. „twardym brexitem”.

Dla przypomnienia Wielka Brytania jest państwem, który sprawnie przeprowadził proces odejścia energetyki od węgla osiągając znaczną nadwyżkę uprawnień. Oznacza to, że szybkie opuszczenie systemu ETS przez mieszkańców Albionu spowodowałoby nadpodaż uprawnień na rynku i w konsekwencji doprowadziłoby do obniżki cen. Sytuacja ta nie pozostałaby bez wpływu na Polskę, która obecnie sprzedaje swoją nadwyżkę uprawnień na giełdzie EEX.

Temat brexitu w Wielkiej Brytanii wciąż wzbudza spore emocje. Dotychczasowy plan zakładał, że Wielka Brytania wystąpi z UE już 31 października, jednak obecnie w brytyjskim parlamencie trwają ożywione dyskusje odnoszące się do możliwości ponownego przedłużenia tego terminu do grudnia br. Wyspiarskie źródła wskazują również termin styczniowy następnego roku.

Warto tu również dodać, że od 3 stycznia 2018 roku czyli od wejścia w życie dyrektywy unijnej MiFID II (tj. Markets in Financial Instruments Directive) uprawnienia do emisji CO2 oficjalnie stały się instrumentami finansowymi. Dyrektywa dopuściła do udziału w rynku firmy inwestycyjne, co nie pozostało bez wpływu na notowania EUA.

Biorąc pod uwagę dynamikę rynku EUA, do końca bieżącego roku ceny powinny się kształtować na poziomie poniżej 30 EUR/t. Kluczowy dla notowań rynkowych będzie tu jednak termin brexitu, który według analityków spowoduje trend spadkowy.

Fot. Pixabay

KREDYTY NA INWESTYCJE GAZOWE ZOSTANĄ WSTRZYMANE?

W Europejskim Banku Inwestycyjnym (EBI) toczy się obecnie dyskusja o zmianie jego strategii. Czy kredytowanie źródeł energii opartych na gazie ziemnym stanie się utrudnione? Jak wpłynie to na przyszłość ciepłownictwa?

Branża ciepłownicza w Polsce stoi dziś przed wielkim wyzwaniem modernizacyjnym. To proces, który musi zostać przeprowadzony w związku z silnym uzależnieniem całego sektora od węgla i pogłębiającą się polityką klimatyczną Unii Europejskiej (rosnące w szybkim tempie ceny uprawnień CO2). Z drugiej strony napotyka on na olbrzymi problem w związku z taryfami URE, które nie pozwalają firmom ciepłowniczym generować odpowiedniego poziomu zysków, z których można byłoby sfinansować konieczną transformację.

Nie wiadomo jak dokładnie będzie przeprowadzona zmiana technologiczna w całej branży, ale powinna się ona opierać się na gazie ziemnym. „Błękitne paliwo” będzie zastępować węgiel jako podstawowe paliwo w ciepłownictwie, a w dalekiej przyszłości zapewni to możliwość zmodyfikowania turbin w kierunku wodoru.

Dyskusja tocząca się obecnie w EBI dokłada to przytoczonej powyżej wizji poważny znak zapytania. Jest to instytucja z siedzibą w Luksemburgu, która posiada kapitał własny niezależny od budżetu unijnego i stanowi główne źródło taniego kredytu dla energetyki. W udzielaniu pożyczek kieruje się własną strategią, której naczelną zasadą jest wspieranie celów wyznaczanych przez Komisje Europejską. Te natomiast zmieniają się z kadencji na kadencję. Ursula von der Leyen, nowa przewodnicząca „europejskiego rządu” wyraźnie zaostrza cele klimatyczne stojące przed Europą roztaczając wizję szybkiej wędrówki gospodarek krajów członkowskich ku neutralności klimatycznej w 2050 r.

Dyskusja tocząca się w ramach Rady Dyrektorów EBI (składa się z jednego przedstawiciela z każdego państwa członkowskiego oraz przedstawiciela Komisji Europejskiej) jest pochodną tego stanowiska i dotyczy m.in. przyszłej dostępności taniego kredytu dla inwestycji opierających się na gazie ziemnym. 15 października nie udało się co prawda dojść do konsensusu w tej sprawie, ale rozmowy mają być kontynuowane w listopadzie.

Przeciwko ostrzejszemu stanowisku EBI w stosunku do „błękitnego paliwa” są kraje Europy Środkowej, ale także Niemcy. Powód jest prosty – gaz stabilizuje ich systemy energetyczne w procesie odchodzenia od węgla. Jednak pozostałe kraje unijne wydają się dziś nieprzejednane i próbują przeforsować zmiany proponując w zamian zwiększenie preferencyjnego kredytowania inwestycji w OZE w państwach silnie uzależnionych od kopalin.

Jak zakończy się cała sprawa? Nie wiadomo, ale branża ciepłownicza powinna się jej przyglądać z uwagą. EBI w nowej kadencji Komisji Europejskiej ma bowiem pełnić ważną rolą w ramach wdrażanego „zielonego ładu”. Może się ona okazać kluczowa w kontekście pozyskiwania taniego pieniądza na strategiczne inwestycje. A za takie należy uznawać przebudowę ciepłownictwa, które w Polsce ma ogromny potencjał.

Fot. ebi.org

SMO(K)G WAWELSKI POSKROMIONY? “PIERWSZY SUKCES KRAKOWA”

Przykład Krakowa pokazuje, że o ile udaje się dzięki determinacji i konsekwencji niwelować najważniejsze zanieczyszczenie powietrza, a więc niską emisję, o tyle nadal jest problem z uderzeniem w drugiego największego winowajcę w dużych aglomeracjach miejskich – transport.

W Sieci pojawiła się bardzo ciekawa mapa obrazująca początek „sezonu smogowego” w południowej Polsce. Jest dość zadziwiająca ponieważ olbrzymi obszar, który na mapie symbolizuje obszar miasta Krakowa, odwzorowano kolorem zielonym, który symbolizuje niski poziom zanieczyszczeń powietrze. Zwykle dominowała na tym terenie krwista czerwień, a dawna stolica Polski była uważana za królestwo smo(k)gu wawelskiego. Skąd zatem tak spektakularna zmiana?

Przede wszystkim są to pierwsze efekty obowiązującej od września uchwały antysmogowej przewidującej zakaz palenia węglem i drewnem na terenie miasta. Jest ona bardzo restrykcyjna i dotyczy pieców, palenisk, ale także kominków czy dużych stacjonarnych grillów.

Kraków nie spoczywa jednak na laurach i kontynuuje swoją walkę z zanieczyszczonym powietrzem. Jak stwierdził w rozmowie z portalem Nowoczesne Ciepłownictwo, Marian Łyko, prezes MPEC Kraków: przy pomocy środków unijnych wdraża się kolejne projekty uderzające w smog. Tworzona jest m.in. miejska mapa ciepła, która wyznaczy priorytety rozwoju sieci ciepłowniczych, tak by objęły one najbardziej zagrożone zanieczyszczonym powietrzem obszary. W tej chwili dostęp do ciepła ma już 65% mieszkańców Krakowa, który staje się wzorem dla innych miast w Polsce.

Dawna stolica Polski, która mimo początku sezonu smogowego mocno opiera się temu zjawisku pokazuje, że konsekwencja w działaniu przynosi szybkie i odczuwalne efekty. Nie trzeba czekać wielu lat by poczuć różnicę. Warunkiem koniecznym osiągnięcia sukcesu są jednak działania radyklane – takie jak w przypadku uchwały antysmogowej. Nie zawsze spotykają się one z przychylnością mieszkańców. Próby wprowadzenia strefy niskoemisyjnej dla transportu na krakowskim Kazimierzu zakończyły się niepowodzeniem. Od 1 stycznia br. miała ona dawać prawo wjazdu do popularnej dzielnicy mieszkańcom (swoimi dotychczasowymi pojazdami bez żadnych ograniczeń) oraz przedsiębiorcom (do końca 2025 r. – później musieliby się wyposażyć w samochody niskoemisyjne) i taksówkom (bez ograniczeń do końca 2025 r.). Poza nimi wjazd miały mieć jedynie pojazdy elektryczne, napędzane wodorem lub gazem CNG. Jednak pomysł miał krótki żywot – strefa przestała obowiązywać 22 września, ale zdążyła pokazać mimo krótkiego życia, że jako rozwiązanie ograniczające smog działa.

Przykład Krakowa pokazuje, że o ile udaje się dzięki determinacji i konsekwencji niwelować najważniejsze zanieczyszczenie powietrza, a więc niską emisję, o tyle nadal jest problem z uderzeniem w drugiego największego winowajcę w dużych aglomeracjach miejskich – transport. Bez ograniczeń dotyczących obniżenia emisji spalin z samochodów ostateczne pokonanie smogu będzie niemożliwe. Pytanie czy promocja i rozwój ekologicznego transportu zbiorowego da efekty podobne do stref niskoemisyjnych w dużych miastach. Osobiście śmiem wątpić.

Fot. Pixabay

REPOLONIZACJA CIEPŁOWNICTWA I CO POTEM?

Czy rząd planuje repolonizację branży ciepłowniczej? Wypowiedzi wpływowego komentatora energetycznego Janusza Kowalskiego budzą pytania dotyczące przyszłości całego sektora.

Kandydat na posła RP, Janusz Kowalski to jeden z najbardziej znanych specjalistów od energetyki w obecnej partii rządzącej. Przed laty związany m.in. z Piotrem Naimskim (dziś Pełnomocnikiem Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Krytycznej), był członkiem Zespołu ds. Bezpieczeństwa Energetycznego Kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, później wiceprezydentem Opola, a po wygranych przez PiS w 2015 r. wyborach parlamentarnych wiceprezesem PGNiG. Od 2017 roku natomiast zasiadał w Radzie Nadzorczej KGHM, był także członkiem rady nadzorczej Poczty Polskiej, a później członkiem zarządu PWPW. Dziś Kowalski to nie tylko kandydat na posła RP, ale także wpływowy komentator kwestii energetycznych i współtwórca fundacji Warsaw Institute, wokół której wyrasta obecnie jeden z najważniejszych prawicowych think-tanków (podmiot jest bardzo aktywny m.in. w Stanach Zjednoczonych).

Jeszcze jako wiceprezydent Opola Kowalski dał się znać jako przeciwnik obecności niemieckiego E. ON na opolskim rynku ciepłowniczym, gdzie spółka posiada 48% udziałów ECO. W ostatnich dniach temat ten wydaje się powracać.

W wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej Kowalski stwierdza: „Jako poseł zamierzam lobbować za wyłączeniem aktywów niemieckiego E.ON z globalnej sprzedaży i przejęcie ich przez polską firmę związaną ze skarbem państwa lub polskim samorządem (w dalszej części mowa już wprost o PGE – przyp. red.). Naturalne monopole, a takim jest branża energetyki cieplnej, powinny działać na rzecz mieszkańców gmin, a nie realizować politykę polegającą na wypłacaniu akcjonariuszom maksymalnych dywidend, jak ma to miejsce w Energetyce Cieplnej Opolszczyzny. Powrót aktywów E.ON do państwowej spółki, lub samorządów będących częścią państwa polskiego, to także szansa na wykorzystanie ich potencjału do rozwoju sieci zapewniających dostęp do taniego i ekologicznego ciepła mieszkańcom wielu województw w Polsce”.

W kontekście wypowiedzi Kowalskiego warto zadać sobie pytanie czy wynika ona jedynie z jego osobistych przekonań i doświadczeń z okresu pełnienia funkcji wiceprezydenta w Opolu? Być może jest to bowiem zapowiedź szerszych zmian własnościowych sektora ciepłowniczego w Polsce. Wiele branż jest obecnie repolonizowanych by wskazać jedynie energetykę gdzie poza spółkami z udziałem skarbu państwa nie funkcjonuje dziś już de facto znaczący sektor prywatny. Czy proces ten, jeśli jest planowany, obejmie jedynie kapitał zagraniczny (np. wspomniany E. ON jest także właścicielem SEC Szczecin)? A może nie mówimy tu jedynie o tzw. repolonizacji, ale po prostu koncentracji branży wokół państwowego giganta takiego jak PGE EC?

Warto z uwagą śledzić kolejne informacje dotyczące przyszłości branży ciepłowniczej. Niedaleka przyszłość może przynieść odpowiedzi na pytania, które w naturalny sposób pojawiają się przy okazji wypowiedzi takich jak niedawna depesza PAP cytująca Janusza Kowalskiego.

Fot. PGNiG