Home Archive by category Analizy

Analizy

WZROST CEN CO2 PROBLEMEM CIEPŁOWNICTWA. KORONAWIRUS STRATEGICZNĄ PAUZĄ

Obniżka cen uprawnień CO2 spowodowana gospodarczymi efektami pandemii koronawirusa to jedynie strategiczna pauza dla firm ciepłowniczych. Dziś nic nie wskazuje na to by system EU ETS został złagodzony, a obciążenia z nim związane przestały być problemem dla sektora.

Polskie ciepłownictwo jest nadal mocno uzależnione od węgla. To surowiec emisyjny, a działania klimatyczne Unii Europejskiej są obliczone na jego wyeliminowanie z miksów energetycznych krajów członkowskich. Ponieważ Komisja Europejska nie może wpływać na nie bezpośrednio, działania te opierają się na systemie kar i zachęt, które w sposób jednoznaczny nie ingerują jednak w politykę poszczególnych stolic. W efekcie gospodarki europejskie takie jak Polska teoretycznie mogą pozostać przy węglu, ale będzie to oznaczało istotny wzrost kosztów, czyli zmniejszenie konkurencyjności.

Podstawowym narzędziem rugowania węgla ze Starego Kontynentu jest Europejski System Handlu Emisjami (EU ETS). Polega on na wprowadzeniu limitu łącznych emisji niektórych gazów cieplarnianych emitowanych przez instalacje objęte systemem. Z czasem limit ten jest obniżany, co sprawia, że łączne emisje spadają.

W ramach wyznaczonego pułapu firmy otrzymują lub kupują uprawnienia do emisji, którymi mogą handlować zgodnie ze swoimi potrzebami.

Co roku każde przedsiębiorstwo musi umorzyć liczbę przydziałów wystarczającą na pokrycie jego całkowitych emisji. W przeciwnym wypadku nakładane są wysokie grzywny. Jeżeli przedsiębiorstwo zmniejszy swoje emisje, może zatrzymać dodatkowe uprawnienia w celu pokrycia swoich potrzeb w przyszłości albo sprzedać je innemu przedsiębiorstwu, któremu tych uprawnień zabrakło.

Kwestia uprawnień do emisji CO2 stała się niezwykle paląca pod koniec 2018 r. Przekroczyły one wtedy barierę 20 euro za tonę. Dla większości firm posiadających moce wytwórcze oparte o węgiel była to cena zagrażająca rentowności prowadzenia działalności. Nie inaczej było w przypadku przedsiębiorstw ciepłowniczych.

2019 r. to nasilenie się tego problemu. Ceny uprawnień do emisji CO2 sięgnęły w szczytowym momencie niemalże 30 euro za tonę. Wpłynęło na to kilka czynników.

Przede wszystkim w 2019 r. wszedł w życie jeden z najważniejszych elementów reformy systemu EU ETS. Chodzi o mechanizm MSR (Market Stability Reserve). Docelowo powinien on wycofać z rynku około 1,6 mln uprawnień, które trafią do specjalnie utworzonej rezerwy (12% z nadwyżki z 2017 r. oraz 12% w kolejnych latach, jeśli nadwyżka wyniesie w danym roku ponad 833 mln jednostek EUA). W efekcie nastąpi wzrost cen uprawnień co przyśpieszy konieczność odchodzenia od węgla w gospodarkach Unii Europejskiej. To jeden z bezpośrednich powodów szybkiego i dużego wzrostu notowań, które boleśnie odbiły się na kondycji polskich firm, w tym ciepłowniczych.

Drugim elementem, który doprowadził do zmiany dynamiki wyceny uprawnień do emisji CO2 była zmiana przepisów, które spowodowały, że od 1 stycznia 2018 r. stały się one instrumentami finansowymi. Umożliwiło to wielu podmiotom inwestycyjnym ich spekulacyjne skupowanie i windowanie cen.

W 2019 r. nastąpiło połączenie dwóch trendów – wysokiego popytu na uprawnienia CO2 i wycofywania ich nadwyżek z powodu wdrożenia mechanizmu MSR. Zestawiając to zjawisko z polityką taryfową URE można dojść do przekonania, że nie zostało ono odpowiednio uwzględnione w wysokości taryf.

Wszystko wskazuje na to, że nadchodzące lata przyniosą jeszcze większe poziomy cenowe uprawnień do emisji CO2. Początek 2020 r. to globalne spowolnienie gospodarcze wywołane pandemią koronawirusa. Dziś jednak nic nie wskazuje na to by trend wzrostowy na rynku uprawnień został trwale zahamowany. W perspektywie dwóch – trzech lat problem powróci. Świadczą o tym m.in. pierwsze zręby europejskiego „Planu Marshalla”, który ma przywrócić Staremu Kontynentowi wzrost gospodarczy opierając się na kontynuacji dążenia ku niskoemisyjności.

Wygląda więc na to, że ciepłownictwo znajduje się dziś w okresie strategicznej pauzy, którą powinno dobrze wykorzystać.

Fot. Pixabay

RAPORT IGCP: CIEPŁOWNICTWO BEZ ŚRODKÓW NA TRANSFORMACJĘ

Zapraszamy do pobrania i lektury najnowszego raportu Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie pt. “Ciepłownictwo bez środków na transformację. Głównym powodem stan prawa i praktyka regulacyjna”.

Ciepłownictwo systemowe jest najpowszechniejszą formą zaopatrzenia w ciepło dla celów bytowych. Jest jednocześnie najbardziej „regulowanym” obszarem prowadzenia działalności gospodarczej w szeroko rozumianym sektorze energetycznym.

Najważniejszymi elementami regulacji są rozwiązania prawne oraz tzw. praktyka regulacyjna związana z ustalaniem taryf na ciepło. Od rezultatu regulacji w zakresie taryf zależało do tej pory przede wszystkim bezpieczeństwo dostaw ciepła dla ponad 40% gospodarstw domowych, bo tak duża część społeczeństwa korzysta z usług sektora ciepłownictwa systemowego. Ale dzisiaj takie podejście do regulacji już nie wystarczy.

Obecna i przyszła polityka regulacyjna powinna sprostać wyzwaniom stawianym przed tym sektorem wynikającym z obowiązującej polityki energetyczno-klimatycznej UE i pozwolić na osiągnięcie sukcesu w realizacji celów Polityki Energetycznej Polski, w tym w walce o czyste powietrze na poziomie krajowym.

Ogrom zadań, przed którym stoi dzisiaj polskie ciepłownictwo, wymaga odpowiedniej kondycji ekonomicznej przedsiębiorstw ciepłowniczych. Niestety, na tym polu sytuacja sektora ciepłowniczego daleko odbiega od normalności, co budzi poważne zaniepokojenie zarówno kadry zarządzającej przedsiębiorstwami , jak i ich właścicieli, oraz od pewnego czasu również administracji centralnej.

Najnowszy raport IGCP analizuje kondycję branży ciepłowniczej, stojące przed nią wyzwania oraz stawia diagnozę tego co stoi na przeszkodzie jej udanej transformacji. Zapraszamy do lektury:

POBIERZ RAPORT CIEPŁOWNICTWO BEZ ŚRODKÓW NA TRANSFORMACJĘ

COVID-19 A POLSKIE CIEPŁOWNICTWO I ENERGETYKA [KOMENTARZ]

Pandemia COVID-19 w znacznym stopniu przedefiniuje światową gospodarkę i mocno wpłynie na Polskę. Czy zmiany obejmą również ciepłownictwo i energetykę? Odpowiedź jest oczywista: już obejmują.

Gabinet premiera Mateusza Morawieckiego, podobnie jak jego odpowiednicy w innych państwach, skupia się dziś bardzo mocno na zabezpieczeniu krajowych firm przed problemami jakie wywołał koronawirus. Przedsiębiorstwa poniosły niepowetowane straty w związku z restrykcjami wymierzonymi w rozprzestrzenianie się nowej choroby. Chodzi o ograniczenia w przemieszczaniu się i tworzeniu zgromadzeń, zamknięcie lokali usługowych oraz urzędów. Skutkiem tych słusznych i potrzebnych działań może być pierwsza w historii III Rzeczpospolitej recesja. Właśnie dlatego rząd zaczął wdrażać strategię poprawiania płynności finansowej i rekompensowania strat w obrębie polskiego organizmu gospodarczego. Jednak jest to dopiero początek drogi, którą przyjdzie nam przejść.

Tak naprawdę dyskusja o tym jak radzić sobie z kryzysem związanym z COVID-19 rozpocznie się na dobre dopiero wtedy, gdy będzie go można oszacować (tym różni się zresztą sytuacja w stosunku do 2008 r.). Do tego jeszcze daleka droga, bo liczba zarażeń na świecie wciąż rośnie, a sytuacja w wielu krajach jak Włochy jest naprawdę dramatyczna. Taka debata będzie się odbywać nie tylko na poziomie krajowym, ale również wspólnotowym, w obrębie Unii Europejskiej. Pewnym zwiastunem tych wydarzeń są padające coraz częściej argumenty o konieczności zawieszenia na pewien czas jądra polityki klimatycznej na Starym Kontynencie tj. systemu handlu emisjami EU ETS.

Trudno wyobrazić sobie zmianę dotychczasowych ustaleń związanych z transformacją unijnych gospodarek w kierunku niskoemisyjnym. Chęć ograniczenie globalnego ocieplenia i jego pośrednich skutków (choćby kolejnego kryzysu migracyjnego), próba wypracowania przewag konkurencyjnych (nowych technologii) oraz poprawa komfortu życia i stanu zdrowia obywateli UE – to istotne argumenty, które za tym przemawiają. Jednak debata o zaostrzaniu dotychczasowych zasad, istotna choćby w kontekście celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r., może potoczyć się w ciekawym kierunku, jeśli kryzys ekonomiczny związany z COVID-19 będzie bardzo dotkliwy. Dziś wszystko wskazuje natomiast na to, że będzie.

Branża ciepłownicza powinna bacznie obserwować nadchodzące wydarzenia. Tym bardziej, że ma dziś problem z wygenerowaniem odpowiednich środków modernizacyjnych i opiera się w większości na wysokoemisyjnym węglu jako paliwie. Być może koronawirus kupi całemu sektorowi trochę więcej czasu na zmiany, co do których kierunek pozostanie niezmienny? To bardzo prawdopodobne.

Abstrahując od wszelkich prognoz COVID-19 już dziś przyniósł dużą ulgę dla przedsiębiorstw ciepłowniczych i energetycznych. Stygnąca gospodarka mocno przełożyła się na ceny uprawnień CO2, które podważały wyniki finansowe firm opierających swoją produkcję na kopalinach. Dziś cena za tonę tego gazu cieplarnianego spadła poniżej psychologicznej granicy 20 euro za tonę, która dla wielu firm stanowi granicę rentowności.

Fot. Pixabay

VETO KLIMATYCZNE ODBIJA SIĘ FINANSOWO NA POLSCE

KE chce ograniczenia o 50% finansowania z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla Polski.

W piątek (14 lutego) Przewodniczący Rady Europejskiej, Charles Michael, przedstawił szczegóły propozycji nowego budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027 (chodzi o Wieloletnie Ramy Finansowe). Jedną z zaprezentowanych propozycji jest ograniczenie o 50% finansowania z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla Polski. To fatalna informacja, choć spodziewana wśród ekspertów.

Jesienią media głównego nurtu informowały o rezultatach szczytu Rady Europejskiej, podczas której gabinet Premiera Mateusza Morawieckiego jako jedyny nie zobowiązał się do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r.

Dziś widać już, że środki unijne są coraz ściślej powiązane z celami klimatycznymi, a wyłamanie się Polski z konsensusu dotyczącego celu osiągnięcia neutralności do 2050 r. ma swoje konsekwencje. Establishment brukselski jest to zresztą w stanie bardzo racjonalnie wytłumaczyć.

Skoro plany transformacji gospodarczej do połowy wieku dotyczą poziomu unijnego, a nie krajowego to finansowe wsparcie należy rozdzielać tak by został spełniony. Któreś państwa będą musiały „nadrobić” pracę jakiej nie chciała na siebie wziąć Polska i otrzymają na to środki.

Fot. Pixabay

FUZJE PAŃSTWOWYCH SPÓŁEK URATUJĄ ENERGETYKĘ? CO Z CIEPŁOWNICTWEM?

Rząd chce podczas obecnej kadencji dokonać spektakularnych przetasowań w obrębie spółek skarbu państwa. Powodem jest słaba kondycja części z nich.

Minister aktywów państwowych, Jacek Sasin, podkreślił, że spółki z udziałem skarbu państwa powinny przynosić zyski i inwestować. “Mają temu służyć między innymi fuzje. Chciałbym, żeby było ich jak najwięcej, a w ich wyniku powstawały organizmy zdolne kumulować swoje budżety inwestycyjne, rozwijać się i konkurować z wielkimi podmiotami na rynku europejskim” – stwierdził polityk w wywiadzie udzielonym Dziennikowi Gazecie Prawnej.

Słowa ministra Sasina to zapowiedź strategii jaką będzie realizować rząd podczas obecnej kadencji. Istnieje grupa firm kontrolowanych przez państwo, których kondycja finansowa jest dobra. Takim przykładem jest np. PKN Orlen, który dzięki niskim cenom ropy naftowej, zakazowi handlu w niedzielę (stacje są wtedy otwarte) i pakietowi paliwowemu, notuje dobre wyniki. Istnieje jednak również druga grupa spółek z udziałem skarbu państwa mających problemy. Tu na uwagę zasługuje energetyka, która zbyt późno zdecydowała się na zwrot w stronę OZE mimo rosnących kosztów polityki klimatycznej. Szczególnie dotkliwa sytuacja ma miejsce w Tauronie, który posiada dużo aktywów węglowych.

Interesującym wątkiem w kontekście wywiadu, który ukazał się w Dzienniku Gazecie Prawnej, wydaje się również ciepłownictwo. Jeszcze przed objęciem stanowiska sekretarza stanu w resorcie aktywów państwowych, Janusz Kowalski, zapowiadał konieczność „repolonizacji” tego sektora. Być może strategia przejęć i konsolidacji branży, którą Sasin wyłożył w mediach to rozwinięcie tego pomysłu?

Fot. Ministerstwo Aktywów Państwowych

RAPORT NIK PUNKTUJE REFORMĘ GÓRNICTWA

Opublikowany 31 stycznia br. raport NIK dotyczący restrukturyzacji Polskiej Grupy Górniczej nie pozostawia wątpliwości – ten proces po prostu nie mógł się udać.

W niedawnym komentarzu przypomniałem czytelnikom Nowoczesnego Ciepłownictwa, że od miesięcy prognozowaliśmy na łamach portalu nadchodzące załamanie w górnictwie. Zgodnie z naszymi przypuszczeniami staje się ono powoli faktem. Największa spółka branży – Polska Grupa Górnicza (PGG) ma coraz większe problemy z utrzymaniem płynności. Tymczasem Najwyższa Izba Kontroli w swoim raporcie z 31 stycznia wyjaśnia nam, dlaczego nadchodząca katastrofa musi się wydarzyć.

• Organ kontrolny podkreśla, że w latach 2016-18 ceny węgla utrzymywały się na wysokich poziomach co sprzyjało restrukturyzacji PGG powstałej na bazie Kompanii Węglowej (później dołączono do niej zakłady Katowickiego Holdingu Węglowego). Jednak zmarnowano ten czas.

• PGG zapewniła objętym w posiadanie kopalniom funkcjonowanie jednak nie zmniejszono wysokich kosztów produkcji ani nie poprawiono spadającej wydajności.

• Przejmowany przez PGG majątek Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego był źle wyceniony. Zawyżono ich wartość o 40 proc. względem analiz dokonanych przez prywatnych audytorów. W efekcie wypaczono koszty operacyjne nowo powstałej firmy, która miała się restrukturyzować.

• Aktualizacje biznesplanu PGG nie były akceptowane przez Radę Nadzorcza i odstawały od przyjętej umowy inwestycyjnej.

• Sporą część olbrzymich kosztów operacyjnych stanowiły wynagrodzenia, które nie były uzależnione od wyników spółki.

Wyniki raportu NIK są więc druzgocące dla reformy górnictwa realizowanej od 2015 r. W pełni pokazują one, że kondycja PGG jest fatalna, a zmieniające się na niekorzyść warunki makroekonomiczne (w ciągu 12 miesięcy ceny węgla w portach ARA spadły z okolic 90 do nieco ponad 50 $ za tonę) powodują, że firma stoi dziś nad przepaścią. Będzie to z pewnością jeden z najistotniejszych problemów przed jakimi stanie rząd w tym roku. Co gorsza – ma on ograniczone pole działania.

• Nowa Komisja Europejska ma jeszcze większe ambicje klimatyczne od poprzedniej. Z pewnością nie zgodzi się na żadną formę pomocy publicznej dla sektora górniczego. Chyba, że bierzemy pod uwagę przesuwanie kopalń do Spółki Restrukturyzacji Kopalń i ich likwidację – na to środki są.

• Spodziewana zgoda Polski na przyjęcie w połowie roku celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. z definicji oznacza dość szybką śmierć paliw kopalnych i konieczność regularnego „wygaszania” sektora górniczego.

• Ewentualne skupy drogiego węgla krajowego przez energetykę nadwyrężyłyby jej rezerwy i mogły wywołać problemy w przypadku rosnących uprawnień do emisji CO2.

POLSKA GRUPA GÓRNICZA WALCZY O ŻYCIE. JEDYNA DROGA TO CIĘCIA

Największa krajowa spółka górnicza walczy o zachowanie płynności finansowej. Na stole są dwie opcje ratunkowe, ale tylko jedna z nich ma sens w kontekście zaostrzającej się polityki klimatycznej – to zmniejszenie produkcji, redukcja etatów a być może nawet zamknięcie jednej z kopalń.

Na łamach Nowoczesnego Ciepłownictwa od dawna prognozowaliśmy nadchodzące załamanie w górnictwie.

W analizie „2020: rok, w którym nad polskim węglem zajdzie słońce?” podkreślaliśmy znaczenie niskich cen „czarnego złota” na światowych rynkach, nierentowność krajowego wydobycia, problem z finansowaniem nowych inwestycji (jeśli korzystają z paliw wysokoemisyjnych), wzrastający nacisk polityki klimatycznej czy restrykcje Komisji Europejskiej dotyczące udzielania pomocy publicznej. Na domiar złego w kluczowych firmach wydobywczych takich jak Polska Grupa Górnicza (PGG) pojawiły się żądania płacowe. Ich dynamika co prawda wynikała z ogólnych trendów gospodarczych i szybkiego wzrostu wynagrodzeń, jednak okazała się kompletnie oderwana od trendów sektorowych, które dla górnictwa zwiastują trudny okres, a być może po prostu walkę o przetrwanie.

Kasandryczne wizje szybko się ziszczają. Dziś (29 stycznia) wśród ekonomicznych tematów największych krajowych mediów dominowała pogarszająca się sytuacja w PGG. Szybko rosnące zwały węgla zagrażają płynności finansowej firmy. Nie pomaga nawet kierowanie surowca do magazynów na terenie kraju.

Dziennik Rzeczpospolita podkreśla, że rozpatrywane są dwa scenariusze rozwiązania tej trudnej sytuacji. Pierwsza to nakłonienie spółek energetycznych do kupna surowca. Według mojej oceny mógłby to być sposób na ponowne dofinansowanie przez energetykę sektora górniczego w taki sposób by takie działanie nie zostało uznane za niedozwoloną pomoc publiczną. Tyle tylko, że węgiel z PGG jest drogi i jego kupno w momencie, gdy na rynku istnieją tańsze alternatywy mogłoby oznaczać narażanie na straty finansowe firm energetycznych, które są przecież notowane na giełdzie. Ponadto sektor energetyczny również ma problemy związane ze swoją emisyjnością a w efekcie rentownością. Wzrost cen uprawnień do emisji CO2 to duże wyzwanie. Energetyka była już w ostatnich latach drenowana z pieniędzy by pomagać górnictwu i powtórzenie tej sytuacji mogłoby być dla niej zabójcze.

Druga opcja, bardziej realna, to ograniczenie produkcji przez PGG poprzez cięcia etatów bądź (chwilowe?) wstrzymanie produkcji przez jedną z należących do grupy kopalń. To właśnie tą drogą powinna pójść spółka.

Nowa strategia Komisji Europejskiej tzw. Zielonego Ładu będzie w kolejnych latach tworzyć jeszcze większą presję na sektor górniczy. Branża musi się skurczyć by móc działać w horyzoncie 2050 r. Oczywiście będzie się to wiązało z dużymi problemami społecznymi i politycznymi.

GLOBALNY KONSENSUS KLIMATYCZNY ODDALA SIĘ

Azjatyckie potęgi gospodarcze nadal budują swoją prosperitę na węglu mimo deklaratywnego przywiązania do konsensusu klimatycznego. Dokąd taka postawa doprowadzi świat?

Ciekawe wnioski prezentuje najnowszy raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA). Według niego zużycie węgla w Stanach Zjednoczonych i Europie spada, ale poza krajami tzw. Zachodu rośnie. Jeszcze w 1990 r. udział Azji w globalnej produkcji energii z węgla wynosił 20%, a dziś jest to 80%. Co więcej, dokument przewiduje, że popyt na „czarne złoto” w krajach azjatyckich w horyzoncie 2024 r. będzie rósł o ponad 5% rok do roku. Co potem? Wiele będzie zależało od postawy Chin i Indii.

Dane zaprezentowane przez IEA pokazują jak trudno będzie wdrożyć globalny konsensus klimatyczny i ograniczać emisję CO2 w taki sposób by nie rosła średnioroczna temperatura na świecie. Mimo rozwoju megatrendu jakim są odnawialne źródła energii węgiel w większości krajów nadal trzyma się mocno, a krótkoterminowe modele prognostyczne pokazują, że w nadchodzących latach niewiele w tej kwestii się zmieni. Na wyobraźnię liderów głównych gospodarek azjatyckich najwyraźniej nie działają obrazki z Australii, którą trawią rekordowe pożary i innych nasilających się symptomów zmian klimatu. Ich priorytetem pozostaje walka o wzrost gospodarczy, nadal kosztem środowiska.

Drugi wniosek płynący z raportu IEA dotyczy oczywiście konkurencyjności gospodarek Zachodu w stosunku do szybko rozwijającej się Azji Południowo-Wschodniej, która swój szybki rozwój buduje na tanim węglu tak jak niegdyś, u zarania rewolucji przemysłowej, robiły to kraje europejskie (ten argument jest zresztą podnoszony przez wschodzące potęgi ekonomiczne). Pytanie czy w tym kontekście europejska pogoń za neutralnością klimatyczną wytworzy mechanizmy, które pozwolą koncernom ze Starego Kontynentu zachować konkurencyjność? Z technologicznego punktu widzenia nie wiadomo. Z politycznej perspektywy nieuchronne wydaje się wdrożenie podatku od śladu węglowego, które zapobiegnie przenoszeniu emisji (produkcji) firm poza Unię Europejską. Zjawisko to nałoży się jednak z pewnością na szersze tendencje związane z demontażem globalnego wolnego handlu i powrotem protekcjonizmu. Takie realia mogą jeszcze bardziej oddalić realne wdrożenie globalnego konsensusu klimatycznego.

Fot. Pixabay

CIEPŁOWNICTWO BEZ ŚRODKÓW NA MODERNIZACJĘ. KONIECZNY WZROST CEN CIEPŁA

Branża ciepłownicza musi się modernizować, ale nie ma dziś na to pieniędzy. Winny jest model regulacyjny, który powoduje, że spółki nie generują odpowiedniej nadwyżki finansowej.

Dzisiejsza polityka URE nie służy modernizacji sektora ciepłowniczego. Przede wszystkim poziom taryf na ciepło nie gwarantuje ciepłowniom odpowiedniej stopy zwrotu. Firmy mają niewielką „górkę” zysku, którą mogłyby przeznaczyć na inwestycje. Wiele z nich, szczególnie mniejszych, balansuje na granicy rentowności, inne jak w Chełmie znalazły się już „pod kreską” i zostały wystawione na sprzedaż.

Tymczasem skala wyzwań jest ogromna – dominującym paliwem w sektorze jest nadal węgiel, a polityka klimatyczna Unii Europejskiej zaostrza się. Nie chodzi jedynie o ceny uprawnień do emisji CO2, które dławią ciepłownictwo szczególnie na poziomie powiatowych, miejskich spółek. Powoli choć nieubłaganie zmieniają się również realia pozyskiwania taniego kredytu na inwestycje gazowe, które stanowią naturalny etap przejściowy w przekształceniu ciepłowni w kierunku niskoemisyjnym.

Drugim istotnym czynnikiem blokującym chęć modernizacji branży jest sytuacja, w której przedsiębiorstwo się restrukturyzuje, zwiększa swoją rentowność, a URE widząc poprawę wyników finansowych obniża taryfę na ciepło. W efekcie firmy nie widzą sensu w podejmowaniu wysiłku transformacyjnego. Taka sytuacja nie odpowiada celom unijnym i wymaga zmiany.

Komisja Europejska zamierza wdrażać swoją strategię Nowego Zielonego Ładu, której centralną osią ma być cel osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. (to sytuacja, w której emisje zbilansują się z ich naturalnym bądź technologicznym pochłanianiem). Bruksela dostrzega rolę ciepłownictwa i zaczyna traktować go jako odrębny od energetyki sektor, który może poprawić jakość powietrza. Bardzo możliwe, że w ramach funduszy dedykowanych swojej wizji transformacji gospodarek europejskich wesprze ciepłownie. Jednak to może nie wystarczyć by zmodernizować cały sektor.

Konieczna wydaje się również zmiana podejścia krajowego. Wzrost cen ciepła jest nieunikniony jeśli jego wytwarzanie ma być ekologiczne. Nie chodzi tu jedynie o wymianę paliwa czy kotłów, ale również środki na modernizację sieci i nowe przyłączenia. Warto także zastanowić się dlaczego rząd jest gotowy rekompensować spółkom energetycznym wzrost kosztów cen energii w taki sposób by nie pogorszyła się ich kondycja finansowa, a większych cen nie odczuł „Kowalski”, a zupełnie odmienne podejście prezentuje się w kontekście ciepłownictwa?

Fot. Pixabay

BRYTYJSKI EKSPERYMENT KLUCZOWY DLA NEUTRALNOŚCI KLIMATYCZNEJ UE

Eksperyment uczelni wyższej z Wielkiej Brytanii może okazać się kluczowy dla przyszłości wodoru w Unii Europejskiej. Skuteczne mieszanie tego gazu z tradycyjnym paliwem może stanowić najważniejszy pomost dla wdrażania celu neutralności klimatycznej do 2050 r.

Brytyjski Keele University był jedną z pierwszych uczelni, które przestrzegały przed kryzysem klimatycznym. Z tego względu warto dziś przyglądać się inicjatywom jakie są tam podejmowane. W ostatnim czasie władze tej szkoły wyższej zdecydowały o rozpoczęciu bardzo ciekawego eksperymentu. Ponad sto budynków będzie ogrzewanych gazem ziemnym z 20 proc. domieszką wodoru wytwarzanego przez elektrolizer. Równie istotne wydaje się to, że energii elektrycznej do podziału wody na m.in. wodór dostarczą lokalne turbiny wiatrowe. W założeniu eksperyment powinien pokazać efektywny sposób uzyskiwania ciepła, a cały proces będzie miało dużo mniejszą emisję CO2 aniżeli w przypadku wykorzystania tradycyjnego paliwa w postaci gazu ziemnego.

Dlaczego prace badawcze Keele University są takie ważne? Oczywiście ze względu na kontekst celu osiągnięcia naturalności klimatycznej przez Unię Europejską do 2050 r. To proces, w którym emisje CO2 zbilansują się z ich naturalnym pochłanianiem przez lasy bądź pochłanianiem przez nowe technologie. Ta szeroka transformacja gospodarek Starego Kontynentu ma umożliwić skuteczną walkę ze zmianami klimatu oraz uzyskanie przewag konkurencyjnych w skali globalnej.

Wizja przemian jakie dotkną Europę dopiero się kształtuje, ale już wiadomo, że głębokie zmiany będą potrzebowały paliwa przejściowego, które pozwoli bez zbędnych wstrząsów przejść na nowe technologie. Do tej pory sądzono, że będzie to gaz ziemny spalany w turbinach elektrowni, które w dalszej perspektywie zostaną zmodernizowane do wykorzystywania wodoru. Badania prowadzone w Keele University być może pokażą, że efektywne będzie mieszanie obu gazów dzięki czemu zostanie istotnie zmniejszona emisyjność procesu technologicznego. To ważne także pod kątem infrastrukturalnym np. wykorzystywania gazociągów, które powinny tolerować wodór w niewielkich proporcjach wewnątrz przesyłanej mieszanki.

Docelowo eksperyment prowadzony w Keele University rozwiązałby także kwestię taniego kredytowania nowych inwestycji opartych o gaz w Europie. Przypomnijmy, że Europejski Bank Inwestycyjny uzależnił swoją pomoc inwestycyjną od spełnienia normy 250 g/KWh. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że instalacje spalające docelowo gaz z wodorem będą spełniać ten wymóg.

Fot. Wikipedia