Home Archive by category Analizy

Analizy

PUNKT ZWROTNY W TRANSFORMACJI ENERGETYCZNEJ

2 czerwca Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej opublikowała raport pn. „Renewable Power Generation Cost in 2019”. Raport jasno wskazuje, że 2021 roku eksploatacja obecnych globalnych mocy węglowych może kosztować więcej niż budowa nowych farm fotowoltaicznych na skalę przemysłową.

Jak poinformował w swoim oświadczeniu Francesco La Camera, dyrektor generalny IRENA – „Osiągnęliśmy ważny punkt zwrotny w transformacji energetycznej. Ponad połowa mocy w OZE dodanych w 2019 r. osiągnęła niższe koszty wytwarzania energii niż z najtańszych nowych elektrowni węglowych. Średni koszt budowy nowej elektrowni fotowoltaicznej czy wiatrowej jest obecnie mniejszy niż utrzymanie wielu istniejących elektrowni węglowych, co według IRENA potwierdza argument za wycofaniem węgla”.

Według obliczeń autorów raportu zastąpienie 500 GW węglowych mocy wytwórczych źródłami OZE (wiatrowymi oraz słonecznymi) pozwoli na zaoszczędzenie do 23 mld dolarów rocznie, a także do zmniejszenia globalnej emisji o ok. 5 proc.

Całość raportu znajdą Państwo tutaj.

Źródło: IRENA
Fot. IRENA

FORUM ENERGII: NOWY RAPORT – OZE W CIEPŁOWNICTWIE

Ciepłownictwo i my wszyscy w Polsce mamy problem. Ogrzewając domy opieramy się na technologiach z lat 50 i 60-tych ubiegłego wieku. Zimą mamy najgorszej jakości powietrze w Unii Europejskiej.

Społeczeństwo ponosi ogromne koszty zanieczyszczenia powietrza – rocznie płacimy naszym zdrowiem 120 mld zł. Korzystamy przede wszystkim z węgla, którego zaczyna nam brakować, a do tego płacimy koszty uprawnień do emisji CO2. Co dalej? Czy koronawirus oznacza koniec marzeń o czystym powietrzu i koniec inwestycji w nowoczesne technologie? Wprost przeciwnie. Właśnie teraz powinniśmy stawiać na źródła odnawialne. Jaki mamy potencjał OZE? Jakie technologie mają szanse rozwoju? Czy krajowe zdolności wykonawcze są wystarczająco rozwinięte, by zrealizować tak ambitne tempo inwestycji? Forum Energii w raporcie przygotowanym wspólnie z Instytutem Energii Odnawialnej mówi o tym jak możemy zwiększyć udział OZE do 40% w cieple do 2030 r.

W 2019 r. w strategii Czyste ciepło 2030 wskazaliśmy cztery scenariusze poprawy jakości powietrza i ograniczania emisji CO2. Jednym z nich był najbardziej ambitny plan – dekarbonizacji ciepłownictwa do 2050 roku. Nawet jeśli dla wielu osób wciąż stanowi to science fiction to dziś przedstawiamy fragment ścieżki dojścia do tego celu. – Pokazujemy, że przy zwiększaniu efektywności energetycznej oraz zmianie struktury zapotrzebowania na paliwa w ciepłownictwie, w 2030 roku udział OZE może osiągnąć 40%. W szczególności należy postawić na inwestycje w trzy technologie: pompy ciepła, kolektory słoneczne i, jako technologia przejściowa, kotły na pellet. Uzupełniając je o technologie elektroogrzewnictwa, biogazownie, magazyny ciepła oraz moduły geotermalne będziemy w stanie „zazielenić” polskie ciepłownictwo już w ciągu najbliższej dekady. – mówi Marcin Ścigan, kierownik programu OZE w Forum Energii.

Technologie, które proponujemy, mogą być kontrowersyjne. Nie ma idealnych rozwiązań, które zadowolą wszystkich. Wątpliwości mogą budzić dostępność surowców, koszty czy produkcja komponentów poza granicami naszego kraju. Jednak wyboru dokonać trzeba, bo era węgla się kończy. – dodaje dr Joanna Maćkowiak Pandera, prezes Forum Energii.

Kluczowe liczby

  • Osiągnięcie 40% udziału OZE w ciepłownictwie oznacza roczny przyrost mocy OZE w latach 2020−2030 na poziomie 4 GWt.
  • Poprawa efektywności energetycznej o 21% zmniejszy nie tylko zapotrzebowanie na ciepło w budynkach, ale znacząco koszty inwestycji.
  • Łączne nakłady inwestycyjne na nowe technologie OZE w ciepłownictwie w latach 2020−2030 wyniosą 81,5 mld zł.
  • W 2030 roku możemy osiągnąć 72 GWt mocy grzewczej z OZE.
  • 84 GWt taka jest łączna moc instalacji opartych na węglu konieczna do wycofania do 2030 r. (w stosunku do 2016 r.) w ciepłownictwie systemowym i indywidualnym.

Dlaczego warto postawić na OZE?

Polska odchodząc od węgla, powinna wykonać krok w stronę źródeł odnawialnych, bo w dłuższej perspektywie gwarantują niezależność energetyczną, umiarkowane koszty, czyste powietrze oraz redukcję emisji CO2. Rozwojowi OZE w ciepłownictwie powinna towarzyszyć ambitna polityka przemysłowa, aby rozbudować potencjał krajowego sektora produkcji i instalacji urządzeń oraz stworzyć w tym sektorze jak najwięcej miejsc pracy. Czyste ciepło może stać się kołem zamachowym polskiej gospodarki, która po kryzysie wywołanym koronawirusem będzie potrzebowała nowych impulsów rozwojowych. – konkluduje dr Joanna Maćkowiak Pandera.

Pełną treść raportu znajdą Państwo tutaj.

Źródło: Forum Energii
Fot. Pixabay

WODÓR PRZYSZŁOŚCIĄ CIEPŁOWNICTWA

Dominującym paliwem sektora ciepłowniczego w Polsce pozostaje węgiel. Jednak w horyzontach 2030 i 2050 r. branża będzie się zmieniać. Chodzi o jej dostosowanie do wymogów europejskich i zmniejszanie emisji gazów cieplarnianych. Naturalnym kierunkiem takiej transformacji wydaje się początkowo gaz ziemny, a docelowo wodór. Dlaczego?

Obecnie wodór jest wykorzystywany głównie w przemyśle chemicznym do produkcji amoniaku i metanolu oraz do rafinacji ropy naftowej. Jednak w przypadku elektrolizy proces jego powstawania może być całkowicie bezemisyjny. Chodzi o rozbicie cząsteczki wody na tlen i wodór, który jest magazynowany.

W tym tkwi kluczowy aspekt przyszłości wodoru w produkcji energii: kiedy produkcja energii słonecznej i wiatrowej przekracza zapotrzebowanie sieci energetycznej, „nadwyżka” może zostać wykorzystana do produkcji wodoru. Wodór może być magazynowany, a następnie uruchamiany, gdy energia słoneczna i wiatrowa nie są dostępne.

Wodór może być wykorzystywany do napędzania specjalnych typów turbin gazowych (produkuje je m.in. Siemens), które mogą przekształcić go w energię elektryczną. Inną metodą jest użycie wodoru w ogniwach paliwowych. Podczas spalania czystego wodoru nie powstają żadne emisje – jedynym produktem końcowym oprócz elektryczności jest woda.

Koszt produkcji wodoru zasilanego energią odnawialną cały czas maleje, ponieważ elektrolizery stają się coraz powszechniejsze. Obecnie na świecie jest mniej niż 200 megawatów mocy elektrolizerów wykorzystywanych do produkcji wodoru, a większość z nich jest mniejsza niż jeden megawat. Istnieją jednak plany dotyczące powstania kilku 100-megawatowych projektów, więc moce produkcyjne niebawem gwałtownie wzrosną.

Najbardziej optymistyczne szacunki przewidują, że w przyszłości nawet jedna czwarta światowego zapotrzebowania na energię może zostać zaspokojona dzięki produkcji opartej na wodorze. Wymagałoby to ogromnego wzrostu zdolności do elektrolizy, a także znacznego spadku cen elektrolizerów. Warto jednak podkreślić fakt, że koszty energii słonecznej i wiatrowej nadal spadają, co przełoży się na niższe koszty produkcji wodoru. Obecnie największym składnikiem kosztów wodoru wytwarzanego przez elektrolizę jest energia elektryczna.

No dobrze, a teraz powróćmy do pytania postawionego na początku tekstu – dlaczego wodór to przyszłość ciepłownictwa?

Przy wytwarzaniu wodoru z elektrolizą wydajność wynosi obecnie 60-70 procent, tj. około jedna trzecia zużytej energii elektrycznej marnuje się jako ciepło. Gdy wodór zostanie ponownie wykorzystany do produkcji energii elektrycznej za pomocą turbiny gazowej lub ogniwa paliwowego, wydajność wynosi 40–55%. Zatem ogólna wydajność od energii elektrycznej do wodoru i z powrotem do energii elektrycznej wynosi 24-38 procent.

Jednak wydajność można poprawić, odzyskując ciepło wytworzone podczas elektrolizy. Ciepło odpadowe odzyskane w elektrociepłowniach można wykorzystać w sieciach ciepłowniczych. W takim przypadku ogólna wydajność od energii elektrycznej przez wodór do energii może wynosić nawet 60–80 procent.

To wielka szansa dla branży ciepłowniczej, która w Polsce poszukuje docelowego modelu transformacyjnego. Oczywiście odrębną kwestią pozostaje to za co ją sfinansować. Ten dylemat porusza najnowszy raport IGCP, który można znaleźć tutaj.

Fot. Pixabay

RAPORT IGCP: CIEPŁOWNICTWO BEZ ŚRODKÓW NA TRANSFORMACJĘ

Zapraszamy do pobrania i lektury najnowszego raportu Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie pt. “Ciepłownictwo bez środków na transformację. Głównym powodem stan prawa i praktyka regulacyjna”.

Ciepłownictwo systemowe jest najpowszechniejszą formą zaopatrzenia w ciepło dla celów bytowych. Jest jednocześnie najbardziej „regulowanym” obszarem prowadzenia działalności gospodarczej w szeroko rozumianym sektorze energetycznym.

Najważniejszymi elementami regulacji są rozwiązania prawne oraz tzw. praktyka regulacyjna związana z ustalaniem taryf na ciepło. Od rezultatu regulacji w zakresie taryf zależało do tej pory przede wszystkim bezpieczeństwo dostaw ciepła dla ponad 40% gospodarstw domowych, bo tak duża część społeczeństwa korzysta z usług sektora ciepłownictwa systemowego. Ale dzisiaj takie podejście do regulacji już nie wystarczy.

Obecna i przyszła polityka regulacyjna powinna sprostać wyzwaniom stawianym przed tym sektorem wynikającym z obowiązującej polityki energetyczno-klimatycznej UE i pozwolić na osiągnięcie sukcesu w realizacji celów Polityki Energetycznej Polski, w tym w walce o czyste powietrze na poziomie krajowym.

Ogrom zadań, przed którym stoi dzisiaj polskie ciepłownictwo, wymaga odpowiedniej kondycji ekonomicznej przedsiębiorstw ciepłowniczych. Niestety, na tym polu sytuacja sektora ciepłowniczego daleko odbiega od normalności, co budzi poważne zaniepokojenie zarówno kadry zarządzającej przedsiębiorstwami , jak i ich właścicieli, oraz od pewnego czasu również administracji centralnej.

Najnowszy raport IGCP analizuje kondycję branży ciepłowniczej, stojące przed nią wyzwania oraz stawia diagnozę tego co stoi na przeszkodzie jej udanej transformacji. Zapraszamy do lektury:

POBIERZ RAPORT CIEPŁOWNICTWO BEZ ŚRODKÓW NA TRANSFORMACJĘ

COVID-19 A POLSKIE CIEPŁOWNICTWO I ENERGETYKA [KOMENTARZ]

Pandemia COVID-19 w znacznym stopniu przedefiniuje światową gospodarkę i mocno wpłynie na Polskę. Czy zmiany obejmą również ciepłownictwo i energetykę? Odpowiedź jest oczywista: już obejmują.

Gabinet premiera Mateusza Morawieckiego, podobnie jak jego odpowiednicy w innych państwach, skupia się dziś bardzo mocno na zabezpieczeniu krajowych firm przed problemami jakie wywołał koronawirus. Przedsiębiorstwa poniosły niepowetowane straty w związku z restrykcjami wymierzonymi w rozprzestrzenianie się nowej choroby. Chodzi o ograniczenia w przemieszczaniu się i tworzeniu zgromadzeń, zamknięcie lokali usługowych oraz urzędów. Skutkiem tych słusznych i potrzebnych działań może być pierwsza w historii III Rzeczpospolitej recesja. Właśnie dlatego rząd zaczął wdrażać strategię poprawiania płynności finansowej i rekompensowania strat w obrębie polskiego organizmu gospodarczego. Jednak jest to dopiero początek drogi, którą przyjdzie nam przejść.

Tak naprawdę dyskusja o tym jak radzić sobie z kryzysem związanym z COVID-19 rozpocznie się na dobre dopiero wtedy, gdy będzie go można oszacować (tym różni się zresztą sytuacja w stosunku do 2008 r.). Do tego jeszcze daleka droga, bo liczba zarażeń na świecie wciąż rośnie, a sytuacja w wielu krajach jak Włochy jest naprawdę dramatyczna. Taka debata będzie się odbywać nie tylko na poziomie krajowym, ale również wspólnotowym, w obrębie Unii Europejskiej. Pewnym zwiastunem tych wydarzeń są padające coraz częściej argumenty o konieczności zawieszenia na pewien czas jądra polityki klimatycznej na Starym Kontynencie tj. systemu handlu emisjami EU ETS.

Trudno wyobrazić sobie zmianę dotychczasowych ustaleń związanych z transformacją unijnych gospodarek w kierunku niskoemisyjnym. Chęć ograniczenie globalnego ocieplenia i jego pośrednich skutków (choćby kolejnego kryzysu migracyjnego), próba wypracowania przewag konkurencyjnych (nowych technologii) oraz poprawa komfortu życia i stanu zdrowia obywateli UE – to istotne argumenty, które za tym przemawiają. Jednak debata o zaostrzaniu dotychczasowych zasad, istotna choćby w kontekście celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r., może potoczyć się w ciekawym kierunku, jeśli kryzys ekonomiczny związany z COVID-19 będzie bardzo dotkliwy. Dziś wszystko wskazuje natomiast na to, że będzie.

Branża ciepłownicza powinna bacznie obserwować nadchodzące wydarzenia. Tym bardziej, że ma dziś problem z wygenerowaniem odpowiednich środków modernizacyjnych i opiera się w większości na wysokoemisyjnym węglu jako paliwie. Być może koronawirus kupi całemu sektorowi trochę więcej czasu na zmiany, co do których kierunek pozostanie niezmienny? To bardzo prawdopodobne.

Abstrahując od wszelkich prognoz COVID-19 już dziś przyniósł dużą ulgę dla przedsiębiorstw ciepłowniczych i energetycznych. Stygnąca gospodarka mocno przełożyła się na ceny uprawnień CO2, które podważały wyniki finansowe firm opierających swoją produkcję na kopalinach. Dziś cena za tonę tego gazu cieplarnianego spadła poniżej psychologicznej granicy 20 euro za tonę, która dla wielu firm stanowi granicę rentowności.

Fot. Pixabay

VETO KLIMATYCZNE ODBIJA SIĘ FINANSOWO NA POLSCE

KE chce ograniczenia o 50% finansowania z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla Polski.

W piątek (14 lutego) Przewodniczący Rady Europejskiej, Charles Michael, przedstawił szczegóły propozycji nowego budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027 (chodzi o Wieloletnie Ramy Finansowe). Jedną z zaprezentowanych propozycji jest ograniczenie o 50% finansowania z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla Polski. To fatalna informacja, choć spodziewana wśród ekspertów.

Jesienią media głównego nurtu informowały o rezultatach szczytu Rady Europejskiej, podczas której gabinet Premiera Mateusza Morawieckiego jako jedyny nie zobowiązał się do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r.

Dziś widać już, że środki unijne są coraz ściślej powiązane z celami klimatycznymi, a wyłamanie się Polski z konsensusu dotyczącego celu osiągnięcia neutralności do 2050 r. ma swoje konsekwencje. Establishment brukselski jest to zresztą w stanie bardzo racjonalnie wytłumaczyć.

Skoro plany transformacji gospodarczej do połowy wieku dotyczą poziomu unijnego, a nie krajowego to finansowe wsparcie należy rozdzielać tak by został spełniony. Któreś państwa będą musiały „nadrobić” pracę jakiej nie chciała na siebie wziąć Polska i otrzymają na to środki.

Fot. Pixabay

FUZJE PAŃSTWOWYCH SPÓŁEK URATUJĄ ENERGETYKĘ? CO Z CIEPŁOWNICTWEM?

Rząd chce podczas obecnej kadencji dokonać spektakularnych przetasowań w obrębie spółek skarbu państwa. Powodem jest słaba kondycja części z nich.

Minister aktywów państwowych, Jacek Sasin, podkreślił, że spółki z udziałem skarbu państwa powinny przynosić zyski i inwestować. “Mają temu służyć między innymi fuzje. Chciałbym, żeby było ich jak najwięcej, a w ich wyniku powstawały organizmy zdolne kumulować swoje budżety inwestycyjne, rozwijać się i konkurować z wielkimi podmiotami na rynku europejskim” – stwierdził polityk w wywiadzie udzielonym Dziennikowi Gazecie Prawnej.

Słowa ministra Sasina to zapowiedź strategii jaką będzie realizować rząd podczas obecnej kadencji. Istnieje grupa firm kontrolowanych przez państwo, których kondycja finansowa jest dobra. Takim przykładem jest np. PKN Orlen, który dzięki niskim cenom ropy naftowej, zakazowi handlu w niedzielę (stacje są wtedy otwarte) i pakietowi paliwowemu, notuje dobre wyniki. Istnieje jednak również druga grupa spółek z udziałem skarbu państwa mających problemy. Tu na uwagę zasługuje energetyka, która zbyt późno zdecydowała się na zwrot w stronę OZE mimo rosnących kosztów polityki klimatycznej. Szczególnie dotkliwa sytuacja ma miejsce w Tauronie, który posiada dużo aktywów węglowych.

Interesującym wątkiem w kontekście wywiadu, który ukazał się w Dzienniku Gazecie Prawnej, wydaje się również ciepłownictwo. Jeszcze przed objęciem stanowiska sekretarza stanu w resorcie aktywów państwowych, Janusz Kowalski, zapowiadał konieczność „repolonizacji” tego sektora. Być może strategia przejęć i konsolidacji branży, którą Sasin wyłożył w mediach to rozwinięcie tego pomysłu?

Fot. Ministerstwo Aktywów Państwowych

RAPORT NIK PUNKTUJE REFORMĘ GÓRNICTWA

Opublikowany 31 stycznia br. raport NIK dotyczący restrukturyzacji Polskiej Grupy Górniczej nie pozostawia wątpliwości – ten proces po prostu nie mógł się udać.

W niedawnym komentarzu przypomniałem czytelnikom Nowoczesnego Ciepłownictwa, że od miesięcy prognozowaliśmy na łamach portalu nadchodzące załamanie w górnictwie. Zgodnie z naszymi przypuszczeniami staje się ono powoli faktem. Największa spółka branży – Polska Grupa Górnicza (PGG) ma coraz większe problemy z utrzymaniem płynności. Tymczasem Najwyższa Izba Kontroli w swoim raporcie z 31 stycznia wyjaśnia nam, dlaczego nadchodząca katastrofa musi się wydarzyć.

• Organ kontrolny podkreśla, że w latach 2016-18 ceny węgla utrzymywały się na wysokich poziomach co sprzyjało restrukturyzacji PGG powstałej na bazie Kompanii Węglowej (później dołączono do niej zakłady Katowickiego Holdingu Węglowego). Jednak zmarnowano ten czas.

• PGG zapewniła objętym w posiadanie kopalniom funkcjonowanie jednak nie zmniejszono wysokich kosztów produkcji ani nie poprawiono spadającej wydajności.

• Przejmowany przez PGG majątek Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego był źle wyceniony. Zawyżono ich wartość o 40 proc. względem analiz dokonanych przez prywatnych audytorów. W efekcie wypaczono koszty operacyjne nowo powstałej firmy, która miała się restrukturyzować.

• Aktualizacje biznesplanu PGG nie były akceptowane przez Radę Nadzorcza i odstawały od przyjętej umowy inwestycyjnej.

• Sporą część olbrzymich kosztów operacyjnych stanowiły wynagrodzenia, które nie były uzależnione od wyników spółki.

Wyniki raportu NIK są więc druzgocące dla reformy górnictwa realizowanej od 2015 r. W pełni pokazują one, że kondycja PGG jest fatalna, a zmieniające się na niekorzyść warunki makroekonomiczne (w ciągu 12 miesięcy ceny węgla w portach ARA spadły z okolic 90 do nieco ponad 50 $ za tonę) powodują, że firma stoi dziś nad przepaścią. Będzie to z pewnością jeden z najistotniejszych problemów przed jakimi stanie rząd w tym roku. Co gorsza – ma on ograniczone pole działania.

• Nowa Komisja Europejska ma jeszcze większe ambicje klimatyczne od poprzedniej. Z pewnością nie zgodzi się na żadną formę pomocy publicznej dla sektora górniczego. Chyba, że bierzemy pod uwagę przesuwanie kopalń do Spółki Restrukturyzacji Kopalń i ich likwidację – na to środki są.

• Spodziewana zgoda Polski na przyjęcie w połowie roku celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. z definicji oznacza dość szybką śmierć paliw kopalnych i konieczność regularnego „wygaszania” sektora górniczego.

• Ewentualne skupy drogiego węgla krajowego przez energetykę nadwyrężyłyby jej rezerwy i mogły wywołać problemy w przypadku rosnących uprawnień do emisji CO2.

POLSKA GRUPA GÓRNICZA WALCZY O ŻYCIE. JEDYNA DROGA TO CIĘCIA

Największa krajowa spółka górnicza walczy o zachowanie płynności finansowej. Na stole są dwie opcje ratunkowe, ale tylko jedna z nich ma sens w kontekście zaostrzającej się polityki klimatycznej – to zmniejszenie produkcji, redukcja etatów a być może nawet zamknięcie jednej z kopalń.

Na łamach Nowoczesnego Ciepłownictwa od dawna prognozowaliśmy nadchodzące załamanie w górnictwie.

W analizie „2020: rok, w którym nad polskim węglem zajdzie słońce?” podkreślaliśmy znaczenie niskich cen „czarnego złota” na światowych rynkach, nierentowność krajowego wydobycia, problem z finansowaniem nowych inwestycji (jeśli korzystają z paliw wysokoemisyjnych), wzrastający nacisk polityki klimatycznej czy restrykcje Komisji Europejskiej dotyczące udzielania pomocy publicznej. Na domiar złego w kluczowych firmach wydobywczych takich jak Polska Grupa Górnicza (PGG) pojawiły się żądania płacowe. Ich dynamika co prawda wynikała z ogólnych trendów gospodarczych i szybkiego wzrostu wynagrodzeń, jednak okazała się kompletnie oderwana od trendów sektorowych, które dla górnictwa zwiastują trudny okres, a być może po prostu walkę o przetrwanie.

Kasandryczne wizje szybko się ziszczają. Dziś (29 stycznia) wśród ekonomicznych tematów największych krajowych mediów dominowała pogarszająca się sytuacja w PGG. Szybko rosnące zwały węgla zagrażają płynności finansowej firmy. Nie pomaga nawet kierowanie surowca do magazynów na terenie kraju.

Dziennik Rzeczpospolita podkreśla, że rozpatrywane są dwa scenariusze rozwiązania tej trudnej sytuacji. Pierwsza to nakłonienie spółek energetycznych do kupna surowca. Według mojej oceny mógłby to być sposób na ponowne dofinansowanie przez energetykę sektora górniczego w taki sposób by takie działanie nie zostało uznane za niedozwoloną pomoc publiczną. Tyle tylko, że węgiel z PGG jest drogi i jego kupno w momencie, gdy na rynku istnieją tańsze alternatywy mogłoby oznaczać narażanie na straty finansowe firm energetycznych, które są przecież notowane na giełdzie. Ponadto sektor energetyczny również ma problemy związane ze swoją emisyjnością a w efekcie rentownością. Wzrost cen uprawnień do emisji CO2 to duże wyzwanie. Energetyka była już w ostatnich latach drenowana z pieniędzy by pomagać górnictwu i powtórzenie tej sytuacji mogłoby być dla niej zabójcze.

Druga opcja, bardziej realna, to ograniczenie produkcji przez PGG poprzez cięcia etatów bądź (chwilowe?) wstrzymanie produkcji przez jedną z należących do grupy kopalń. To właśnie tą drogą powinna pójść spółka.

Nowa strategia Komisji Europejskiej tzw. Zielonego Ładu będzie w kolejnych latach tworzyć jeszcze większą presję na sektor górniczy. Branża musi się skurczyć by móc działać w horyzoncie 2050 r. Oczywiście będzie się to wiązało z dużymi problemami społecznymi i politycznymi.

GLOBALNY KONSENSUS KLIMATYCZNY ODDALA SIĘ

Azjatyckie potęgi gospodarcze nadal budują swoją prosperitę na węglu mimo deklaratywnego przywiązania do konsensusu klimatycznego. Dokąd taka postawa doprowadzi świat?

Ciekawe wnioski prezentuje najnowszy raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA). Według niego zużycie węgla w Stanach Zjednoczonych i Europie spada, ale poza krajami tzw. Zachodu rośnie. Jeszcze w 1990 r. udział Azji w globalnej produkcji energii z węgla wynosił 20%, a dziś jest to 80%. Co więcej, dokument przewiduje, że popyt na „czarne złoto” w krajach azjatyckich w horyzoncie 2024 r. będzie rósł o ponad 5% rok do roku. Co potem? Wiele będzie zależało od postawy Chin i Indii.

Dane zaprezentowane przez IEA pokazują jak trudno będzie wdrożyć globalny konsensus klimatyczny i ograniczać emisję CO2 w taki sposób by nie rosła średnioroczna temperatura na świecie. Mimo rozwoju megatrendu jakim są odnawialne źródła energii węgiel w większości krajów nadal trzyma się mocno, a krótkoterminowe modele prognostyczne pokazują, że w nadchodzących latach niewiele w tej kwestii się zmieni. Na wyobraźnię liderów głównych gospodarek azjatyckich najwyraźniej nie działają obrazki z Australii, którą trawią rekordowe pożary i innych nasilających się symptomów zmian klimatu. Ich priorytetem pozostaje walka o wzrost gospodarczy, nadal kosztem środowiska.

Drugi wniosek płynący z raportu IEA dotyczy oczywiście konkurencyjności gospodarek Zachodu w stosunku do szybko rozwijającej się Azji Południowo-Wschodniej, która swój szybki rozwój buduje na tanim węglu tak jak niegdyś, u zarania rewolucji przemysłowej, robiły to kraje europejskie (ten argument jest zresztą podnoszony przez wschodzące potęgi ekonomiczne). Pytanie czy w tym kontekście europejska pogoń za neutralnością klimatyczną wytworzy mechanizmy, które pozwolą koncernom ze Starego Kontynentu zachować konkurencyjność? Z technologicznego punktu widzenia nie wiadomo. Z politycznej perspektywy nieuchronne wydaje się wdrożenie podatku od śladu węglowego, które zapobiegnie przenoszeniu emisji (produkcji) firm poza Unię Europejską. Zjawisko to nałoży się jednak z pewnością na szersze tendencje związane z demontażem globalnego wolnego handlu i powrotem protekcjonizmu. Takie realia mogą jeszcze bardziej oddalić realne wdrożenie globalnego konsensusu klimatycznego.

Fot. Pixabay