Home Archive by category Analizy

Analizy

SEZON GRZEWCZY: CENY WĘGLA W UE NIE ROSNĄ

Mimo rozpoczynającego się sezonu grzewczego ceny węgla w Europie nie rosną i znajdują się na poziomie poniżej 60 $ za tonę. W nadchodzącym czasie należy spodziewać się korekty w okolice nieco ponad 50 $.

Pod koniec września br. tona węgla w kluczowych portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) wynosiła 63 $ za tonę. Kolejne tygodnie przyniosły niewielkie wahania cenowe, które jednak skorygowały koszt tony węgla znacząco w dół. 29 października było to 58 $. Tymczasem w Europie rozpoczął się sezon grzewczy gdy popyt na „czarne złoto” powinien mocno rosnąć windując cenę. Dlaczego tak się nie dzieje? Powodów jest kilka:

Jednym z najistotniejszych jest ogólnoeuropejski trend związany z zaostrzającą się polityką klimatyczną. Wysoki poziom cen uprawnień do emisji CO2 spowodował, że produkcja energii elektrycznej w oparciu o węgiel spadła w Unii Europejskiej o 16 proc. w 2 kwartale 2019 r. w porównaniu z analogicznym okresem sprzed roku (dane pochodzą z DG Energy). Pod tym względem rekordowy był czerwiec kiedy zanotowano najniższe zużycie węgla od momentu rozpoczęcia pomiarów. Zjawisko to oczywiście nie zniknęło w 3 kwartale roku i ma poważny wpływ na rynek „czarnego złota”.

Spadły także ceny frachtu (do poziomu 12.90 $/t) na kluczowych szlakach atlantyckich. Mimo, że te same stawki na szlakach pomiędzy Europą i Azją wzrosły, przełożyło się to na sporą nadpodaż surowca w ARA i wpłynęło na zahamowanie tradycyjnego wzrostu cen jaki powinien mieć miejsce w okolicach rozpoczęcia sezonu grzewczego.

Podobnie sytuacja kształtuje się w przypadku węgla rosyjskiego. Rosjanie posiadają spore zwały w Zagłębiu Kuzbaskim i mają poważny problem z ich sprzedażą w związku ze słabnącym popytem. Z tego względu Rosyjskie Koleje Żelazne obniżyły taryfy przewozowe, a firmy handlujące rosyjskim węglem takie jak KTK oferują rabaty wynoszące nawet kilkadziesiąt procent. Poszukiwane są także nowe rynki zbytu dla „czarnego złota” z Syberii. Rosjanie prowadzą aktywne rozmowy z Indiami na temat budowy linii kolejowej, którą będzie dostarczany rosyjski węgiel.

Przy okazji warto nadmienić, że całościowo import węgla w Unii Europejskiej spadł rok do roku o 22% i był najniższy od momentu prowadzenia pomiarów przez DG Energy. To pokazuje, że trwałe odbicie cen węgla w ARA jest dziś niemożliwe, a korekt należy się spodziewać raczej w obszarze oscylującym nieco ponad 50 $ za tonę.

Świadczą o tym m.in. dane z Chin. Ich tempo wzrostu gospodarczego spadło w trzecim kwartale br. do 6% co jest najniższą wartością od 27 lat. Ma na to wpływ m.in. konflikt handlowy ze Stanami Zjednoczonymi, słabnący popyt wewnętrzny etc.

Fot. Pixabay

BREXIT WSTRZĄŚNIE CENAMI UPRAWNIEŃ DO EMISJI CO2?

Od końca lipca na rynku uprawnień do emisji CO2 widoczne są potężne spadki. Trzy miesiące temu cena EUA na rynku kształtowała się na poziomie ok. 29 EUR/t – dziś cena ta oscyluje na granicy ok. 26 EUR/t. Obecne notowania są jednak efektem korekty po zaobserwowanych rekordowych spadkach do poziomu ok 22,5 EUR/t.

Nie bez wpływu na system EU ETS pozostaje coraz szybciej zbliżające się wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. W ciągu ostatnich 9 miesięcy obserwowane zwyżki notowań uprawnień spowodowane były m.in. obawami uczestników rynku przed tzw. „twardym brexitem”.

Dla przypomnienia Wielka Brytania jest państwem, który sprawnie przeprowadził proces odejścia energetyki od węgla osiągając znaczną nadwyżkę uprawnień. Oznacza to, że szybkie opuszczenie systemu ETS przez mieszkańców Albionu spowodowałoby nadpodaż uprawnień na rynku i w konsekwencji doprowadziłoby do obniżki cen. Sytuacja ta nie pozostałaby bez wpływu na Polskę, która obecnie sprzedaje swoją nadwyżkę uprawnień na giełdzie EEX.

Temat brexitu w Wielkiej Brytanii wciąż wzbudza spore emocje. Dotychczasowy plan zakładał, że Wielka Brytania wystąpi z UE już 31 października, jednak obecnie w brytyjskim parlamencie trwają ożywione dyskusje odnoszące się do możliwości ponownego przedłużenia tego terminu do grudnia br. Wyspiarskie źródła wskazują również termin styczniowy następnego roku.

Warto tu również dodać, że od 3 stycznia 2018 roku czyli od wejścia w życie dyrektywy unijnej MiFID II (tj. Markets in Financial Instruments Directive) uprawnienia do emisji CO2 oficjalnie stały się instrumentami finansowymi. Dyrektywa dopuściła do udziału w rynku firmy inwestycyjne, co nie pozostało bez wpływu na notowania EUA.

Biorąc pod uwagę dynamikę rynku EUA, do końca bieżącego roku ceny powinny się kształtować na poziomie poniżej 30 EUR/t. Kluczowy dla notowań rynkowych będzie tu jednak termin brexitu, który według analityków spowoduje trend spadkowy.

Fot. Pixabay

KREDYTY NA INWESTYCJE GAZOWE ZOSTANĄ WSTRZYMANE?

W Europejskim Banku Inwestycyjnym (EBI) toczy się obecnie dyskusja o zmianie jego strategii. Czy kredytowanie źródeł energii opartych na gazie ziemnym stanie się utrudnione? Jak wpłynie to na przyszłość ciepłownictwa?

Branża ciepłownicza w Polsce stoi dziś przed wielkim wyzwaniem modernizacyjnym. To proces, który musi zostać przeprowadzony w związku z silnym uzależnieniem całego sektora od węgla i pogłębiającą się polityką klimatyczną Unii Europejskiej (rosnące w szybkim tempie ceny uprawnień CO2). Z drugiej strony napotyka on na olbrzymi problem w związku z taryfami URE, które nie pozwalają firmom ciepłowniczym generować odpowiedniego poziomu zysków, z których można byłoby sfinansować konieczną transformację.

Nie wiadomo jak dokładnie będzie przeprowadzona zmiana technologiczna w całej branży, ale powinna się ona opierać się na gazie ziemnym. „Błękitne paliwo” będzie zastępować węgiel jako podstawowe paliwo w ciepłownictwie, a w dalekiej przyszłości zapewni to możliwość zmodyfikowania turbin w kierunku wodoru.

Dyskusja tocząca się obecnie w EBI dokłada to przytoczonej powyżej wizji poważny znak zapytania. Jest to instytucja z siedzibą w Luksemburgu, która posiada kapitał własny niezależny od budżetu unijnego i stanowi główne źródło taniego kredytu dla energetyki. W udzielaniu pożyczek kieruje się własną strategią, której naczelną zasadą jest wspieranie celów wyznaczanych przez Komisje Europejską. Te natomiast zmieniają się z kadencji na kadencję. Ursula von der Leyen, nowa przewodnicząca „europejskiego rządu” wyraźnie zaostrza cele klimatyczne stojące przed Europą roztaczając wizję szybkiej wędrówki gospodarek krajów członkowskich ku neutralności klimatycznej w 2050 r.

Dyskusja tocząca się w ramach Rady Dyrektorów EBI (składa się z jednego przedstawiciela z każdego państwa członkowskiego oraz przedstawiciela Komisji Europejskiej) jest pochodną tego stanowiska i dotyczy m.in. przyszłej dostępności taniego kredytu dla inwestycji opierających się na gazie ziemnym. 15 października nie udało się co prawda dojść do konsensusu w tej sprawie, ale rozmowy mają być kontynuowane w listopadzie.

Przeciwko ostrzejszemu stanowisku EBI w stosunku do „błękitnego paliwa” są kraje Europy Środkowej, ale także Niemcy. Powód jest prosty – gaz stabilizuje ich systemy energetyczne w procesie odchodzenia od węgla. Jednak pozostałe kraje unijne wydają się dziś nieprzejednane i próbują przeforsować zmiany proponując w zamian zwiększenie preferencyjnego kredytowania inwestycji w OZE w państwach silnie uzależnionych od kopalin.

Jak zakończy się cała sprawa? Nie wiadomo, ale branża ciepłownicza powinna się jej przyglądać z uwagą. EBI w nowej kadencji Komisji Europejskiej ma bowiem pełnić ważną rolą w ramach wdrażanego „zielonego ładu”. Może się ona okazać kluczowa w kontekście pozyskiwania taniego pieniądza na strategiczne inwestycje. A za takie należy uznawać przebudowę ciepłownictwa, które w Polsce ma ogromny potencjał.

Fot. ebi.org

TCHÓRZEWSKI POZOSTANIE MINISTREM ENERGII

Krucha większość rządowa i pokaźna liczba szabel zgromadzonych przez Solidarną Polską i Porozumienie wpłyną bardzo wyraźnie na konstrukcję nowego rządu.

Jeszcze przed wyborami parlamentarnymi pojawiały się doniesienia na temat tego jak może wyglądać przyszły rząd. O ile bowiem zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy wydawało się pewne, o tyle wielką niewiadomą było to czy zdobędzie większość parlamentarną oraz jak wiele szabel do Sejmu wprowadzą Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin?

Dziś znamy już odpowiedzi na te pytania i możemy pokusić się o pewne prognozy. Przede wszystkim Zjednoczona Prawica zbuduje samodzielny rząd, choć jest to większość bardzo krucha (235 mandatów za 460 posłów). Jednocześnie Solidarna Polska i Porozumienie wprowadziły do Sejmu po kilkunastu posłów – kolejno 17 i 18.

Wygląda więc na to, że idea większego scentralizowania ministerstw staje się nieaktualna. Oczywiście dla Jarosława Kaczyńskiego taka koncepcja, dużych resortów, oznaczałaby większą sterowność władzy. Jednak dziś rola Ziobry czy Gowina wydaje się zbyt duża by obniżenie rangi związanych z nimi polityków było możliwe. Z tego względu trudno sobie np. wyobrazić sytuację, w której Jadwiga Emilewicz przestałaby być ministrem konstytucyjnym.

W tym kontekście zmniejszyły się prawdopodobnie szanse na połączenie energii i klimatu pod jednym parasolem ministerialnym. Bardziej prawdopodobne wydaje się utrzymanie jakiejś formy status quo.

Wyobrażam więc sobie sytuację, w której Ministerstwo Energii nie tylko przetrwa, mimo spekulacji z ostatnich miesięcy, że będzie inaczej, a nawet będzie zarządzane przez tę samą osobę. Krzysztof Tchórzewski znalazł się podczas wieczoru wyborczego Zjednoczonej Prawicy bardzo blisko Jarosława Kaczyńskiego, zdobył też w swoim okręgu bardzo dobry wynik (62891 głosów).

Za takim scenariuszem przemawia jeszcze jedna kwestia – resort energii to dziś „gorący kartofel” i trudno wyobrazić sobie by było obiektem politycznego pożądania. Już w styczniu z całą mocą powróci kwestia podwyżek cen energii, spadają ceny węgla i pogarsza się kondycja górnictwa, także spółki energetyczne są w coraz gorszej kondycji czego wymownym przykładem jest Tauron. A to wszystko dopiero wierzchołek góry lodowej – na horyzoncie majaczy bowiem globalne spowolnienie, a być może recesja.

Fot. Ministerstwo Energii

SMO(K)G WAWELSKI POSKROMIONY? “PIERWSZY SUKCES KRAKOWA”

Przykład Krakowa pokazuje, że o ile udaje się dzięki determinacji i konsekwencji niwelować najważniejsze zanieczyszczenie powietrza, a więc niską emisję, o tyle nadal jest problem z uderzeniem w drugiego największego winowajcę w dużych aglomeracjach miejskich – transport.

W Sieci pojawiła się bardzo ciekawa mapa obrazująca początek „sezonu smogowego” w południowej Polsce. Jest dość zadziwiająca ponieważ olbrzymi obszar, który na mapie symbolizuje obszar miasta Krakowa, odwzorowano kolorem zielonym, który symbolizuje niski poziom zanieczyszczeń powietrze. Zwykle dominowała na tym terenie krwista czerwień, a dawna stolica Polski była uważana za królestwo smo(k)gu wawelskiego. Skąd zatem tak spektakularna zmiana?

Przede wszystkim są to pierwsze efekty obowiązującej od września uchwały antysmogowej przewidującej zakaz palenia węglem i drewnem na terenie miasta. Jest ona bardzo restrykcyjna i dotyczy pieców, palenisk, ale także kominków czy dużych stacjonarnych grillów.

Kraków nie spoczywa jednak na laurach i kontynuuje swoją walkę z zanieczyszczonym powietrzem. Jak stwierdził w rozmowie z portalem Nowoczesne Ciepłownictwo, Marian Łyko, prezes MPEC Kraków: przy pomocy środków unijnych wdraża się kolejne projekty uderzające w smog. Tworzona jest m.in. miejska mapa ciepła, która wyznaczy priorytety rozwoju sieci ciepłowniczych, tak by objęły one najbardziej zagrożone zanieczyszczonym powietrzem obszary. W tej chwili dostęp do ciepła ma już 65% mieszkańców Krakowa, który staje się wzorem dla innych miast w Polsce.

Dawna stolica Polski, która mimo początku sezonu smogowego mocno opiera się temu zjawisku pokazuje, że konsekwencja w działaniu przynosi szybkie i odczuwalne efekty. Nie trzeba czekać wielu lat by poczuć różnicę. Warunkiem koniecznym osiągnięcia sukcesu są jednak działania radyklane – takie jak w przypadku uchwały antysmogowej. Nie zawsze spotykają się one z przychylnością mieszkańców. Próby wprowadzenia strefy niskoemisyjnej dla transportu na krakowskim Kazimierzu zakończyły się niepowodzeniem. Od 1 stycznia br. miała ona dawać prawo wjazdu do popularnej dzielnicy mieszkańcom (swoimi dotychczasowymi pojazdami bez żadnych ograniczeń) oraz przedsiębiorcom (do końca 2025 r. – później musieliby się wyposażyć w samochody niskoemisyjne) i taksówkom (bez ograniczeń do końca 2025 r.). Poza nimi wjazd miały mieć jedynie pojazdy elektryczne, napędzane wodorem lub gazem CNG. Jednak pomysł miał krótki żywot – strefa przestała obowiązywać 22 września, ale zdążyła pokazać mimo krótkiego życia, że jako rozwiązanie ograniczające smog działa.

Przykład Krakowa pokazuje, że o ile udaje się dzięki determinacji i konsekwencji niwelować najważniejsze zanieczyszczenie powietrza, a więc niską emisję, o tyle nadal jest problem z uderzeniem w drugiego największego winowajcę w dużych aglomeracjach miejskich – transport. Bez ograniczeń dotyczących obniżenia emisji spalin z samochodów ostateczne pokonanie smogu będzie niemożliwe. Pytanie czy promocja i rozwój ekologicznego transportu zbiorowego da efekty podobne do stref niskoemisyjnych w dużych miastach. Osobiście śmiem wątpić.

Fot. Pixabay

REPOLONIZACJA CIEPŁOWNICTWA I CO POTEM?

Czy rząd planuje repolonizację branży ciepłowniczej? Wypowiedzi wpływowego komentatora energetycznego Janusza Kowalskiego budzą pytania dotyczące przyszłości całego sektora.

Kandydat na posła RP, Janusz Kowalski to jeden z najbardziej znanych specjalistów od energetyki w obecnej partii rządzącej. Przed laty związany m.in. z Piotrem Naimskim (dziś Pełnomocnikiem Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Krytycznej), był członkiem Zespołu ds. Bezpieczeństwa Energetycznego Kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, później wiceprezydentem Opola, a po wygranych przez PiS w 2015 r. wyborach parlamentarnych wiceprezesem PGNiG. Od 2017 roku natomiast zasiadał w Radzie Nadzorczej KGHM, był także członkiem rady nadzorczej Poczty Polskiej, a później członkiem zarządu PWPW. Dziś Kowalski to nie tylko kandydat na posła RP, ale także wpływowy komentator kwestii energetycznych i współtwórca fundacji Warsaw Institute, wokół której wyrasta obecnie jeden z najważniejszych prawicowych think-tanków (podmiot jest bardzo aktywny m.in. w Stanach Zjednoczonych).

Jeszcze jako wiceprezydent Opola Kowalski dał się znać jako przeciwnik obecności niemieckiego E. ON na opolskim rynku ciepłowniczym, gdzie spółka posiada 48% udziałów ECO. W ostatnich dniach temat ten wydaje się powracać.

W wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej Kowalski stwierdza: „Jako poseł zamierzam lobbować za wyłączeniem aktywów niemieckiego E.ON z globalnej sprzedaży i przejęcie ich przez polską firmę związaną ze skarbem państwa lub polskim samorządem (w dalszej części mowa już wprost o PGE – przyp. red.). Naturalne monopole, a takim jest branża energetyki cieplnej, powinny działać na rzecz mieszkańców gmin, a nie realizować politykę polegającą na wypłacaniu akcjonariuszom maksymalnych dywidend, jak ma to miejsce w Energetyce Cieplnej Opolszczyzny. Powrót aktywów E.ON do państwowej spółki, lub samorządów będących częścią państwa polskiego, to także szansa na wykorzystanie ich potencjału do rozwoju sieci zapewniających dostęp do taniego i ekologicznego ciepła mieszkańcom wielu województw w Polsce”.

W kontekście wypowiedzi Kowalskiego warto zadać sobie pytanie czy wynika ona jedynie z jego osobistych przekonań i doświadczeń z okresu pełnienia funkcji wiceprezydenta w Opolu? Być może jest to bowiem zapowiedź szerszych zmian własnościowych sektora ciepłowniczego w Polsce. Wiele branż jest obecnie repolonizowanych by wskazać jedynie energetykę gdzie poza spółkami z udziałem skarbu państwa nie funkcjonuje dziś już de facto znaczący sektor prywatny. Czy proces ten, jeśli jest planowany, obejmie jedynie kapitał zagraniczny (np. wspomniany E. ON jest także właścicielem SEC Szczecin)? A może nie mówimy tu jedynie o tzw. repolonizacji, ale po prostu koncentracji branży wokół państwowego giganta takiego jak PGE EC?

Warto z uwagą śledzić kolejne informacje dotyczące przyszłości branży ciepłowniczej. Niedaleka przyszłość może przynieść odpowiedzi na pytania, które w naturalny sposób pojawiają się przy okazji wypowiedzi takich jak niedawna depesza PAP cytująca Janusza Kowalskiego.

Fot. PGNiG

CIEPŁOWNICTWO ZAMIAST ATOMU? ZBUDUJMY 4000 MW Z CIEPŁOWNI

Zamiast kosztownej budowy elektrowni atomowej warto zastanowić się nad rozbudową nowych ciepłowni na terenie Polski powiatowej. Nowe miejsca pracy, rozwój energetyki rozproszonej i przy okazji pozyskiwanie ciepła oraz poprawa jakości powietrza to tylko niektóre korzyści jakie można byłoby zyskać w ramach realizacji tego scenariusza.

Mimo braku decyzji politycznej ws. realnej kontynuacji budowy pierwszej w Polsce elektrowni atomowej, przedstawiciele rządu zapowiadają, że będzie ona filarem krajowego systemu energetycznego. Taki scenariusz zakłada zresztą także nadal pozostająca jedynie projektem propozycja strategii energetycznej Polski do 2040 r.

Być może po październikowych wyborach nastąpi przełom i rzeczywiście ktoś zechce wydać minimum 40-60 mld zł na uruchomienie atomu w naszym kraju (przy wsparciu Amerykanów?), choć pozostaję w tym temacie sceptyczny. Nie ulega jednak wątpliwości, że już dziś warto zastanowić się nad tym czym go zastąpić gdyby patowa sytuacja w zakresie inwestycji w energetykę jądrową miała się utrzymać.

Taka dyskusja jest ważna nie tylko w kontekście utrzymania w podstawie systemu energetycznego stabilnego źródła energii, ale także ceny za jaką będzie produkować energię (to kwestia paląca w kontekście rosnących cen uprawnień CO2) i korzyści jakie z procesu inwestycyjnego może odnieść cała gospodarka. Wydając olbrzymie pieniądze warto myśleć również o takich kwestiach jak podatność danej technologii na modyfikacje w przyszłości przy uwzględnieniu trendów legislacyjnych w UE czy rozwój Polski lokalnej.

W tym kontekście bardzo interesujący wydaje się pomysł dyskutowany w Izbie Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. Chodzi o zbudowanie w relatywnie niedługim czasie 4000 MW z ciepłowni zamiast realizowania kosztownego projektu jądrowego (to liczba pojawiająca się w dyskusjach wewnątrz IGCP). Niosłoby to liczne korzyści: od możliwego uzyskania dużych środków z Unii Europejskiej na ten cel (wysoki poziom refinansowania), po wygenerowanie miejsc pracy na poziomie powiatów, uzyskanie bardziej rozproszonego profilu źródeł energii, ale także dodatkowego ciepła, co wpłynęłoby na poprawę jakości powietrza w wielu miejscowościach.

Budowa 4000 MW z ciepłowni to projekt, który byłby także kompatybilny z rządowymi planami rozbudowy terminalu LNG, budowy „pływającego gazoportu” (jednostki typu FSRU) i gazociągu Baltic Pipe. Energia byłaby generowana przez turbiny gazowe, ale surowiec nie pochodziłby z Rosji. Pozyskiwano by go albo z projektów dywersyfikacyjnych, które zostaną zrealizowane do 2022 r., albo z lokalnych złóż błękitnego paliwa, które nie nadają się do przemysłowej eksploatacji – jak w Gorzowie Wielkopolskim. Warto wspomnieć, że gaz jest w ujęciu urzędników Komisji Europejskiej tzw. paliwem przejściowym, ale do 2050 r. jego udział w miksach energetycznych krajów UE pozostanie znaczący.

To oczywiście jedynie koncepcja, niemniej wydaje się ona niezwykle atrakcyjna i o wiele bardziej realna aniżeli atomowe sny, które realizujemy bez powodzenia od wielu lat. Jej wdrożenie byłoby mniej kosztowne, szybsze, zgodne z potrzebami wynikającymi z członkostwa w Unii Europejskiej, korzystne dla równowagi systemu energetycznego i zdrowia Polaków. Dlatego warto rozmawiać na ten temat i inspirować oficjeli do zrewidowania swoich planów.

Fot. Pixabay

„SYTUACJA EKONOMICZNA PRZEDSIĘBIORSTW CIEPŁOWNICZYCH W LATACH 2014-2018”

Od pewnego czasu wypływają w różnej formie w informacjach medialnych (i nie tylko) problemy ekonomiczne polskiego ciepłownictwa. Najczęściej przekazywane w kontekście wyzwań stojących przed sektorem z powodu zaostrzającej się polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej.

Niewiele się mówi natomiast o tym, że głównym motorem tych obiekcji jest drastyczna zmiana zewnętrznych warunków prowadzenia działalności w sektorze. Trzeba tu co najmniej wspomnieć o następujących faktach, które zaistniały w ostatnim czasie:

  • znacząca podwyżka cen węgla od roku 2017;
  • drastyczna wręcz podwyżka wartości uprawnień do emisji CO2 w roku 2018 (ok 300% i więcej);
  • wzrost kosztów pozyskania energii elektrycznej;
  • bardzo duży wzrost kosztów usług budowlanych i remontowych.

Ponieważ ciepłownictwo jest ostatnim w pełni regulowanym segmentem sektora energetyki poza otoczeniem rynkowym wpływ na sytuację ekonomiczną przedsiębiorstw ma polityka zatwierdzania taryf praktykowana przez URE.

Proces taryfowy i zatwierdzona cena ciepła powinna odzwierciedlać zmiany otoczenia rynkowego i ich dynamikę, w przeciwnym przypadku brak pokrycia kosztów podstawowej działalności może mieć negatywny wpływ na sytuację ekonomiczną sektora.

Jak to wygląda w praktyce pokazuje zestawienie średniej ceny ciepła w tabeli 2. Przeprowadzona analiza danych w badanym okresie potwierdza, że dynamika zmian średniej ceny ciepła na poziomie kilku procent nie podążała za dynamiką zmian cen paliw i uprawnień do emisji. Należy wspomnieć, że określona w niniejszym porównaniu średnia cena ciepła wynika z poziomu zatwierdzonych taryf i jest liczona na podstawie rocznej wielkości sprzedaży usług (ciepło i usługa przesyłowa) i sprzedanej ilości ciepła. Wyniki tego porównania wskazują, że koszty podstawowej działalności nie były pokryte przychodami ze sprzedaży na działalności ciepłowniczej.

Na kondycję przedsiębiorstwa wpływa nie tylko cena, ale również termin jej wprowadzenia. Brak nadążania ceny za wzrostem kosztów może spowodować w pierwszej fazie brak możliwości terminowej realizacji zobowiązań przedsiębiorstwa, a ostatecznie doprowadzić do jego bankructwa. Dlatego kolejnym badanym wskaźnikiem jest czas rozpatrywania przez regulatora wniosków taryfowych. Zestawienie czasu rozpatrywania wniosku taryfowego prezentowane w tabeli 3 i poniższy wykres pokazuje kompletnie niezrozumiałe z punktu widzenia przestawionej wyżej dynamiki zmian otoczenia rynkowego przedsiębiorstw sukcesywne wydłużanie się procesu zatwierdzenia taryf.

Kontrowersje te są o tyle istotne, że procesy taryfowania istnieją już od ponad 20 lat i logika podpowiada, że wraz z postępem czasu powinno być całkowicie odwrotnie. Taki stan generuje w coraz większym zakresie brak możliwości pokrycia kosztów uzasadnionych w długich okresach, co jak pokazują dalsze analizy. W rezultacie oznacza pogorszenie płynności w przedsiębiorstwach i sukcesywną utratę środków pieniężnych przeznaczonych na rozwój i modernizację.

Powyższy artykuł jest skrótem publikacji pt. „Jak się ma dzisiejsze ciepłownictwo systemowe w obliczu wyzwań, które dopiero przed nim?” autorstwa dr Małgorzaty Niestępskiej, Prezes Zarządu PEC Ciechanów Sp. z o.o. oraz Bogusława Regulskiego, wiceprezesa Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Całość publikacji dostępna jest pod poniższym adresem: https://drive.google.com/file/d/10_f6qWSwq_snxYZjmqWKXibO7X-CdPnS/view 

Fot. Pixabay

NOWA KE JESZCZE BARDZIEJ ZIELONA. DUŻE WYZWANIE DLA POLSKI

Nowa Komisja Europejska będzie jeszcze bardziej „zielona” niż to miało miejsce do tej pory. Dla Polski, kraju opierającego swój miks energetyczny na węglu, a w dodatku mocno uprzemysłowionego, to spore wyzwanie.

Już pierwszy zarys programu zaprezentowanego przez Ursulę von der Layen sugeruje, że dotychczasowy kierunek obrany przez poprzedniego przewodniczącego Komisji Europejskiej, Jean Claude Junckera, będzie nie tylko kontynuowany, ale zostanie także znacząco poszerzony. Głównym tematem, na który będzie składać się wiele pomniejszych inicjatyw, będzie oczywiście kwestia osiągnięcia przez kraje członkowskie neutralności klimatycznej do 2050 r. Przy czym szczególny nacisk zostanie tym razem położony nie na energetykę, ale przemysł. Ale spróbujmy podejść, na tym wczesnym jeszcze etapie, bardziej szczegółowo do tej wizji.

New Green Deal

Przede wszystkim von der Layen zaproponowała stworzenie nowego pakietu legislacyjnego mającego na celu wpisanie celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku w prawo unijne. Byłby to tzw. Green Deal (analogia do amerykańskiego New Deal jest nieprzypadkowa), w ramach którego można byłoby wyróżnić:

• Strategia różnorodności biologicznej do 2030 roku (chodzi m.in. o pochłanianie CO2 poprzez sadzenie nowych lasów etc.),
• Strategia na rzecz osiągnięcia neutralności emisyjnej (nie mówimy więc o zerowej emisji, ale jej równoważeniu przez inne działania), która miałaby w założeniu chronić Europejczyków przed problemami zdrowotnymi wynikającymi z zanieczyszczenia powietrza, degradacją środowiska, oraz zanieczyszczeniami przemysłowymi,
• Nowy Action Plan dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym.

Włączenie nowych sektorów do EU ETS

Kolejnym elementem strategii von der Layen byłoby rozszerzenie systemu UE ETS. System ten polega na wprowadzeniu limitu łącznych emisji niektórych gazów cieplarnianych emitowanych przez instalacje objęte systemem. Z czasem limit ten jest obniżany, co sprawia, że łączne emisje spadają. W ramach wyznaczonego pułapu firmy otrzymują lub kupują uprawnienia do emisji, którymi mogą handlować zgodnie ze swoimi potrzebami. Mogą też kupować ograniczone ilości międzynarodowych jednostek emisji pochodzących z projektów mających na celu ograniczenie zużycia energii na całym świecie. EU ETS był reformowany podczas kadencji Jean Claude Junckera w kierunku ograniczania ilości uprawnień, ale von der Layen chce iść jeszcze dalej. System miałby zostać rozszerzony o sektor morski, transportowy, budowlany.

Nacisk na neutralność klimatyczną przemysłu

Nowa Komisja Europejska chciałaby również wprowadzić podatek graniczny od węgla, który miałby ograniczyć zjawisko ucieczki emisji poza Unię Europejską. To bardzo istotna informacja dla przemysłu gdyby próbował ratować się ucieczką poza Europę. Natomiast dla koncernów produkujących na terenie Wspólnoty zostaną opracowane nowe wytyczne w kontekście osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. Wśród specjalistów już dziś toczy się dyskusja, czy procesy produkcyjne, w niektórych branżach mogą być niskoemisyjne i równoważone np. zalesianiem bądź instalacjami wychwytywania CO2.

Zielony strumień euro

Oprócz nośnych haseł w wizji von der Layen znalazło się miejsce dla kilku konkretów, które polski rząd powinien wziąć poważnie pod uwagę. Przede wszystkim nowa przewodnicząca Komisji Europejskiej zdaje sobie sprawę z różnego poziomu rozwoju państw wewnątrz Unii Europejskiej oraz kontekstu historycznego, który wpłynął na ukształtowanie się ich miksów energetycznych. Stąd postulat powstania Funduszu Sprawiedliwości Transformacji. To jednak nie jedyny pomysł skupiający się na aspekcie finansowym. Proponowany przez von der Layen Plan Inwestycyjny na rzecz Zrównoważonej Europy jest bardzo szeroki i miałby:

• Zaproponować szeroką strategią dotyczącą finansowania zielonych inwestycji,
• przemianować części Europejskiego Banku Inwestycyjnego w Europejski Bank Klimatyczny,
• podwoić kwoty finansowania zielonych inwestycji do 2025 roku,

Plan inwestycyjny miałby docelowo sięgać kwoty nawet 1 biliona euro na inwestycje w całej UE.

Zielona edukacja

Nowa Komisja Europejska chce również budować już niemałe poparcie dla swoich pomysłów. Pod nazwą Europejskiego Paktu Klimatycznego kryje się szeroki zamysł edukowania i motywowania społeczeństw Unii Europejskiej, w tym szczególnie przedsiębiorców pod kątem znaczenia walki ze zmianami klimatu. Taka strategia nie jest pisana palcem po wodzie. Już dziś według nowego sondażu przeprowadzonego przez Eurobarometr 9 na 10 Europejczyków zgadza się, że priorytetami polityki energetycznej UE powinno być zapewnienie bezpiecznej, czystej i niedrogiej energii obywatelom.

Wyzwanie dla Polski

Jak więc widać wizja Ursuli von der Layen, a więc i Komisji Europejskiej, którą będzie kierować, dla władz w Warszawie oznacza wielkie wyzwanie. Chodzi tu nie tylko o kontekst gospodarczy, a więc głębokie uzależnienie Polski od węgla, ale również aspekty polityczne. Nowe systemy finansowe pobudzające inwestycje w zieloną energię mogą zostać powiązane z kwestiami praworządności, a nowym komisarzem ds. klimatu zostanie prawdopodobnie skłócony z gabinetem Mateusza Morawieckiego – Frans Timmermans.

Stare chińskie przysłowie mówi: „abyś żył w ciekawych czasach”. Z pewnością nadchodzące lata z polskiej perspektywy będą właśnie takie w kontekście unijnym. No i oczywiście bardzo zielone – choć opisane powyżej przykłady to na razie jedynie propozycje.

Fot. Flickr/Parlament Europejski

CZEKA NAS WĘGIEL PO 50$ ZA TONĘ. CO Z POLSKIM GÓRNICTWEM?

Spadające ceny węgla stają się olbrzymim problemem dla polskich spółek górniczych.

Trend spadkowy cen węgla

Ceny węgla znajdują się pod coraz większą presją różnych czynników, wśród których polityczne zdają się dominować. Jeszcze w marcu w kluczowych portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) tonę węgla można było kupić za 75$. Od tego czasu cena systematycznie spadała, osiągając w czerwcu wartość poniżej 60$. Krótkie odbicie zanotowano w lipcu ze względu na upały (maksymalnie 66$), ale już w sierpniu trend spadkowy powrócił. Dziś spekuluje się, że 50$ za tonę węgla to poziom, który zostanie osiągnięty już jesienią.

Presja na ceny węgla – główne czynniki

Jednym z głównych powodów spadków cen węgla jest amerykańsko-chiński konflikt handlowy, który mocno uderza w oba państwa. W drugim kwartale br. gospodarka Chin urosła o 6,2% i był to wynik najsłabszy od 27 lat. Odbija się to oczywiście na konsumpcji węgla, która spada, a na rynkach światowych tworzy się coraz większa nadpodaż. Na początku sierpnia zapasy w portach ARA osiągnęły poziom 9,69 mln ton i były o ponad 51% wyższe od średniej z ostatnich czterech lat.

Drugim elementem redukującym cenę węgla, także makro, jest tani gaz. Z jednej strony wypycha on ze Stanów Zjednoczonych „czarne złoto” na rynki zagraniczne, w tym częściowo do Europy. Z drugiej strony gaz w postaci skroplonej „wlewa się” szerokim strumieniem na Stary Kontynent i w wielu segmentach jest konkurencją dla węgla. Presję tę potęguje relatywnie ciepła zima z przełomu 2018/19 r., która spowodowała rekordowe zapełnienie magazynów w Europie. Dodatkowo na globalnych rynkach LNG mamy do czynienia z nadpodażą. W lipcu ceny gazu skroplonego spadły na Starym Kontynencie nawet do 3,4$ za mmBtu.

Nie bez znaczenia dla coraz niższych cen węgla jest także widmo globalnego spowolnienia, a może nawet recesji. Kwestia ta nie dotyczy jedynie Stanów Zjednoczonych, w których mamy do czynienia z dużymi spadkami giełdowymi i ucieczką inwestorów w kierunku złota, franka szwajcarskiego i obligacji skarbowych. Również w Europie sytuacja ulega zaostrzeniu. W drugim kwartale br. PKB Republiki Federalnej spadło o 0,1%, a jeśli spadnie w trzecim to znajdzie się w recesji. Wskazuje na to szereg danych – np. produkcja przemysłowa w Niemczech, która zmalała w lipcu o 4,2% rok do roku.

Polskie górnictwo gotowe na załamanie cen węgla?

Już pobieżna analiza danych przytoczonych powyżej, pokazuje, że poziom cenowy rzędu 50$ za tonę węgla tej jesieni jest jak najbardziej możliwy. To duży problem dla spółek górniczych w Polsce, które ze względu na swoją strukturę i kulturę pracy mają wysokie koszty wydobycia surowca.

Polska Grupa Górnicza (PGG) od początku roku zwiększała ilość zapasów na zwałach i do września osiągnęły one poziom 2 mln ton. Dziś firma twierdzi, że sukcesywnie maleją, ale dane makroekonomiczne są dla tych twierdzeń bezlitosne. Polski węgiel nie jest konkurencyjny cenowo dla surowca z portów ARA bądź Rosji. Na domiar złego ten rozdźwięk będzie się pogarszać.

Tymczasem zamiast przygotowywać się na jeszcze ostrzejszy kryzys prowadzi obecnie rozmowy ze związkami na temat płac w grupie. W czwartym kwartale br. i przyszłym roku miałyby one wzrosnąć o 12%. W przypadku braku porozumienia realne jest wszczęcie sporu zbiorowego.