CIEPŁOWNIE WYMAGAJĄ REMONTU, INACZEJ SKUTKI BĘDĄ OPŁAKANE

Transformacja energetyczna jest ostatnio jednym z najważniejszych tematów i odmienia się ją przez wszystkie przypadki. Jednak nie tylko źródła pozyskiwania energii elektrycznej są w tym temacie niezwykle istotne, ale również problemy sektora ciepłowniczego. Jeśli nie zrobimy nic, skutki mogą być opłakane.

Nasz kraj jest liderem jednego z najbardziej korzystnych dla środowiska naturalnego źródeł ciepła dla gospodarstw domowych – ciepła systemowego wytwarzanego w ciepłowniach. Z tego rodzaju ogrzewania korzysta w Polsce ponad 40 proc. mieszkań i domów. Czy jednak to wystarcza do tego byśmy nie dusili się smogiem? Absolutnie nie.

Kluczowy dokument jakim jest projekt Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. wskazuje, że na koniec okresu 85 proc. systemów ciepłowniczych w Polsce powinno spełniać kryterium efektywnego systemu ciepłowniczego. Obecnie jednak kryterium te spełnia ledwie 20 proc. Jest zatem co gonić, bowiem Unia Europejska i jej regulacje są rygorystyczne, ale również bardzo ambitne, a Polska musi zrobić naprawdę dużo, aby je spełnić.

Ciepłownie w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców nie stanowią już w tym przypadku problemu. Problemy, na co wskazują dane Forum Energii, są w mniejszych ośrodkach: w miastach 200-499 tys. mieszkańców nieefektywnych jest mniej niż 30 proc systemów, w miastach do 200 tys. jest to już 50 proc, a w miastach do 20 tys. mieszkańców – nawet 80 proc.

Kiedy takie systemy są efektywne? Wtedy, gdy 75 proc. stanowi wysokosprawna kogeneracja lub 50 proc. odnawialne źródła energii lub w 50 proc. ciepło odpadowe lub w 50 proc. jest to kompilacja wymienionych. W największych miastach zazwyczaj jest to kogeneracja, a w najmniejszych – wciąż węgiel. W latach 2010-2019 w sektorze na modernizację i dostosowanie źródeł wytwórczych do norm emisji wydano około 30 mld zł.

Jednak nie tylko redukcji emisji dwutlenku węgla tyczą się unijne wymogi, ale także innych szkodliwych dla zdrowia i środowiska substancji – chociażby tlenki siarki dwutlenek azotu. Mówią o tym dyrektywy IED oraz MCP (w przypadku pierwszej dotyczy to 88 ciepłowni w Polsce, a w drugiej aż 5 tys.).

Resort klimatu i środowiska planuje w najbliższej dekadzie inwestycje opiewające na niebagatelną kwotę 100 mld zł, choć prócz realizacji dyrektyw, ministerstwo chce również podnieść udział OZE w sektorze ciepłownictwa do poziomu 28,4 proc w 3030 r. i postawienie na wysokosprawną kogenerację opalaną gazem.

W przypadku, gdy ciepłownie nie zdąża z modernizacją czekają nas dwa scenariusze: wyłączenie źródeł ciepła lub przeniesienie kosztów na odbiorców (podniesienie rachunków). Oba scenariusze są nieco absurdalne, ale roczny koszt kar mógłby być równy lub nawet wyższy niż koszt modernizacji. Regulacje pozwalają jednak przerzucać koszty na mieszkańców. Możliwy jest zatem gwałtowny wzrost rachunków po 2023 roku.

MKiŚ wprowadzając program „Ciepło powiatowe” o budżecie 0,5 mld rzuciło koło ratunkowe dla około 200 spółek posiadających ciepłownie niespełniające wymogów. Warunkiem jednak jest to, by ponad 50 proc. udziałów było w posiadaniu samorządu.

Źródło: Business Insider
Fot. PGE EC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *